Andrzej Kuchar odcina się od Lechii Gdańsk poprzez żonę

Paweł Stankiewicz
Kibice Lechii Gdańsk martwią się o losy swojego ukochanego klubu
Kibice Lechii Gdańsk martwią się o losy swojego ukochanego klubu Tomasz Bołt/Polskapresse
Czy Andrzej Kuchar faktycznie tak bardzo martwi się losami Lechii Gdańsk i wszelkie jego działania zmierzają ku temu, aby w klubie było lepiej? W to już dzisiaj nikt nie wierzy. Kuchar to człowiek, który świetnie potrafi się poruszać w świecie biznesu i pieniędzy.

Z Kucharem porozmawiać nie sposób. Jedyne opinie od niego można uzyskać, oczekując na wydanie oświadczenia. Kiedy nawet udawało nam się do niego dodzwonić zawsze odsyłał do rzecznika prasowego. Michał Lewandowski z kolei informował nas, że nie ma możliwości, aby umówić się na wywiad z inwestorem Lechii. Kuchar unika rozmów i chowa się za plecami klubowego rzecznika prasowego albo swojej żony.

- Już dwa lata temu w opinii akcjonariuszy mniejszościowych dalsza współpraca z inwestorem nie miała sensu. Nie wiem zresztą, czy można nazwać inwestorem człowieka, który tylko pożycza klubowi pieniądze - mówi Janusz Benesz, jeden z akcjonariuszy mniejszościowych. - Nie tylko media mają problem z uzyskaniem wypowiedzi Kuchara. Akcjonariusze też nie otrzymują odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Ani od Kuchara, ani z zarządu Lechii.

"Nie jest prawdą, że szykuję skok na kolejne akcje Lechii. Nie jest prawdą, że nie interesuje mnie los Lechii. Konwersja pożyczek na akcje ma służyć oddłużeniu spółki i powiększeniu środków własnych poprzez utworzenie nowych akcji. Dzięki temu nasz klub pozbędzie się zadłużenia wobec większościowego akcjonariusza. Mówiąc wprost: nie zamierzam Lechii nic zabrać, a wręcz przeciwnie - dokonać oddłużenia poprzez konwersję (czyli zamianę pożyczek na akcje). Dzięki temu spółka będzie mogła przyszłe przychody inwestować w rozwój, a nie przeznaczać na spłatę starych zobowiązań - napisał Kuchar w oświadczeniu.

- Wychodzi na to, że najprawdopodobniej Kuchar nie ma już akcji - mówi Benesz.

Andrzej Kuchar był akcjonariuszem większościowym także w akcjonariacie mniejszościowym. Zbył jednak te akcje na rzecz Wrocławskiego Centrum Finansowego.

- To były akcje niezbywalne. O chęci ich sprzedaży, o nabywcy i cenie musiał poinformować radę nadzorczą. Rada to ogłosiła, bo akcjonariusze mniejszościowi mają prawo pierwokupu i mogli włączyć się do licytacji. Cena podyktowana przez Kuchara była jednak poza zasięgiem. I w ten sposób akcje przeszły z jednej do drugiej kieszeni Kuchara - mówi nam jeden z akcjonariuszy mniejszościowych, który poprosił o anonimowość.

W minionym tygodniu głos zabrała Ewa Andreasik-Kuchar, żona wrocławskiego biznesmena. To ona posiada większość udziałów w Dolnośląskim Centrum Doradztwa Gospodarczego, które jest wyłączonym właścicielem WCF.

"W związku z zaistniałymi w ostatnim okresie faktami jako pośredni większościowy akcjonariusz Lechii Gdańsk SA, bez względu na opinię mojego męża Andrzeja, podjęłam decyzję o uruchomieniu procedury mającej na celu zakończenie współpracy" - napisała lakonicznie w specjalnym oświadczeniu.

To może oznaczać, że Kucharowie chcą się pozbyć akcji, ale wcale tak być nie musi. Tym bardziej że trudno o chętnych do ich kupna. Gdyby jednak tak było, to Kucharowi może zależeć na dodatkowych akcjach, żeby mieć lepszy towar do sprzedania. I wcale nie musi robić konwersji, bo wystarczy, że wykupi udziały od tych gdańskich akcjonariuszy, którzy są mu przychylni. Za to może być to kolejny pretekst do unikania finansowania klubu. Akcjonariusze mniejszościowi wciąż dopytują o zadłużenie Kuchara względem Lechii. Na to zarząd klubu też szybko zareagował, informując w komunikacie, że zgodnie z dokumentacją księgową spółki nie istnieją żadne wymagalne zobowiązania Kuchara i WCF względem Lechii.

- Sądzę, że 1,5 miliona złotych zaległości wobec byłych pracowników też nie jest w księgowości. Ciekawe czy to odnosi się też do procesu ze Sportfive. A w przypadku przegranej może być kolejny milion złotych do płacenia, jeśli nie więcej - mówi jeden z akcjonariuszy mniejszościowych.

Mniejszym zaufaniem cieszy się Bartosz Sarnowski, prezes Lechii, choć wywodzi się z akcjonariuszy mniejszościowych.

- Jest odbierany jako człowiek namaszczony przez Błażeja Jenka. Zaufanie jest umiarkowane. Odkąd został członkiem zarządu, nie odpowiada na nasze pytania odnośnie zadłużenia Kuchara wobec Lechii. A do zarządu Lechii wszedł minimalnie, dziękim głosom ludzi Kuchara - zdradza akcjonariusz mniejszościowy.

Szukasz więcej sportowych emocji?


POLUB NAS NA FACEBOOKU!">POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
KKK

Kto sprowadził pana Kuchara do Lechii? Ktoś musiał przecież rekomendować tego "bizmesmena", ktoś zatwierdzał w głosowaniu!
Kto oprócz pana K skorzystał finansowo na jego udziale w akcjach? Czy są oby w komplecie z obrad akcjonariuszy protokoły?

Dodaj ogłoszenie