Andrzej Iwan: Być może będę pracował w Lechii Gdańsk [ROZMOWA]

Patryk Kurkowski
`
` Andrzej Banas / Polskapresse
Andrzej Iwan, były piłkarz m.in. Wisły Kraków, mówi o szansach Lechii na Ligę Europejską oraz o ofercie pracy w gdańskim klubie.

Niedawno ostro "przejechał się" Pan po Pawle Dawidowiczu. Aż tak nisko go Pan ocenia?

- Nie mam w tym żadnego celu. Po prostu uważam, że to byłoby mistrzostwo świata, gdyby jego transfer doszedł do skutku. To byłby znakomity ruch. Obserwowałem Dawidowicza w meczach Lechii uważnie i jego atutem był tylko wiek. Niczym innym na tle pozostałych piłkarzy z ekstraklasy specjalnie się nie wyróżniał, dlatego według mnie byłby to majstersztyk. Być może skauci Benfiki dostrzegli w nim coś, czego ja nie widziałem. Może jestem ślepy (śmiech).

Naprawdę nie zauważył Pan u Dawidowicza nic więcej oprócz wieku?

- Paweł ma świetne warunki fizyczne, odpowiednią siłę, ale często fauluje i ma niezbyt czyste odbiory. Poza tym brakuje mu jeszcze kreatywności w grze do przodu, ale być może się jeszcze tego nauczy. W każdym razie nie dostrzegłem w nim piłkarza wartego aż dwa miliony euro... W skrócie mówiąc, niczym wielkim mnie nie oczarował.

Benfica nie jest zbyt silnym klubem dla Dawidowicza?

- Nie wierzę, aby Paweł przepadł. Myślę, że dostawałby szansę, skoro klub wykłada za niego dwa miliony euro. Zresztą robi to po to, aby za dwa, trzy lata sprzedać go za pięć. Przecież oni czerpią sporo pieniędzy z transferów, bo nie należą do najbogatszych klubów. Benfica słynie przecież z tego, że potrafi szlifować z diamentów brylanty. Zresztą szkolenie młodzieży w Portugalii wygląda świetnie. I nie mam na myśli tylko Benfiki, ale też inne drużyny. W ogóle portugalski kierunek jest dobry dla nas - zarówno, jeśli chodzi o sprzedaż zawodników, jak i sprowadzanie.

Ale skoro, tak jak Pan mówi, nie ma nic oprócz wieku, to może to dla niego zbyt wysokie progi?
- Może to też być marketingowe zagranie. Wystarczy przecież kilkanaście występów w Benfice, odpowiedni PR i za rok może odejść do jeszcze lepszego klubu. Jeśli z kolei będzie się rozwijał troszkę wolniej, to zostanie. W Portugalii nikt nie zapłaci za to, aby zmarnować pieniądze, ale po to, aby się przynajmniej zwróciły. Miliony są szanowane.

Dlaczego portugalski kierunek jest dobry dla polskich klubów?

- Wystarczy spojrzeć na braci Flavia i Marca Paixao ze Śląska Wrocław czy Bernarda Vasconcelosa z Zawiszy Bydgoszcz. Oni mają duży potencjał. Poza tym piłkarze średniej klasy zarabiają w Portugalii porównywalne pieniądze, co w Polsce. Tyle że trzeba im je zaoferować, a u nas najwięcej oferują ci, którzy tak naprawdę nie mają pieniędzy.

Przechodząc do tematu Lechii. Stać gdańszczan na awans do Ligi Europejskiej?

- W tym sezonie naprawdę nie widzę Lechii tak wysoko. Mimo wszystko uważam, że nawet jeśli ten zespół ma kilku zdolnych piłkarzy, to jednak trzon drużyny, czyli ci starsi piłkarze, którzy powinni ciągnąć drużynę, nie są tak dobrzy, by zapewnić awans do Ligi Europejskiej. Dlatego to powinien być poligon doświadczalny. Analizowałem poszczególnych zawodników szczegółowo i naprawdę potrzeba trzech, czterech piłkarzy dobrych, co w połączeniu z młodzieżą sprawi, że w przyszłym sezonie Lechia mogłaby powalczyć o puchary. Oczywiście przy odpowiednim prowadzeniu sportowym oraz finansowym. Potrzebna jest stabilność, ale nasza liga nie jest tak dobra, żeby Lechia nie mogła tego uczynić w następnych rozgrywkach. Nie można odmówić nowym właścicielom chęci i szans, bo te przecież są, ale według mnie jest za wcześnie.

Kto zatem jest silniejszy?

- Chociażby Wisła Kraków, która ma według mnie większy potencjał. Co prawda w tym zespole spieprzone zostały przygotowania do rundy wiosennej, ale jest mocniejszy. Nawet to już wystarczy, ale przecież taki Zawisza Bydgoszcz poczynił naprawdę spory postęp. Kluczowi zawodnicy wypadli i to nawet na długo, ale zespół radzi sobie naprawdę dobrze.

Ile prawdy jest w tym, że miałby Pan zostać szefem skautingu w Lechii?

- Nikt nie mówił o byciu szefem skautingu. Jestem jednak w trakcie rozmów z osobami, które reprezentują właścicieli klubu. Dogadujemy się, jest dużo prawdy w tym, że mogę pracować w Lechii. Jeden z inwestorów ze Szwajcarii, który zamierza wyłożyć pieniądze, chce, abym pracował w klubie, bo ma zaufanie do mnie. Już wcześniej ze sobą współpracowaliśmy. U nas nie zawsze jest jednak spójność interesów między właścicielami a zarządzającymi klubem. Moje rozmowy mogą jednak trochę potrwać.

Jeśli nie skauting, to za co miałby Pan odpowiadać?

- Miałbym być odpowiedzialny za ocenianie przydatności piłkarzy pod względem określonych parametrów. Oczywiście te byłyby ustalane podczas konsultacji z dyrektorem sportowym oraz szkoleniowcem drużyny. Oceniałbym, czy taki piłkarz pasuje do drużyny.

Ma Pan spore doświadczenie?

- Już kiedyś to robiłem. Wówczas opiniowałem dla szwajcarskiej firmy, stąd też zainteresowanie moją osobą.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie