Alkohol tylko w państwowych sklepach przez osiem godzin?

Ewelina Oleksy
Czy państwa przejmą sprzedaż mocnych trunków?
Czy państwa przejmą sprzedaż mocnych trunków? Archiwum
Alkohol sprzedawany tylko przez osiem wyznaczonych godzin i tylko w sklepach należących do państwa, oprócz tego absolutny zakaz reklamy napojów wyskokowych - to najnowsze pomysły Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w walce z alkoholizmem. Komisja Europejska, na podstawie dokumentu WHO, już przygotowuje strategię ograniczenia nadmiernego spożycia alkoholu w krajach Unii. Ma być ona gotowa w kwietniu.

Nowe, restrykcyjne przepisy, mimo że nie wiadomo jeszcze, w jakiej ostatecznie formie i czy w ogóle wejdą w życie, już budzą wiele kontrowersji.

Zdaniem psychologów, ograniczenia proponowane przez organizację przynieść mogą więcej szkody niż pożytku.
- Nie tędy droga. To nie jest dobry sposób na walkę z alkoholizmem. Mieliśmy już w swojej historii taki okres, że alkohol sprzedawany był w określonych godzinach, sklepy monopolowe były tylko państwowe, a problem istniał - komentuje Iwona Labus-Wasilewska, psycholog i specjalistka od terapii uzależnień. Podkreśla też, że trudności z dostępem do alkoholu mogą dodatkowo zwiększyć jego atrakcyjność. - Coś, co jest zakazane, zawsze się wydaje bardziej atrakcyjne - potwierdza Labus-Wasilewska.

Właściciele pomorskich sklepów, nie tylko tych monopolowych, łapią się za głowy i przecierają oczy ze zdumienia.
- To ograniczenie swobody handlu i powrót do czasów PRL. Nie widzę w tym sensu, wiadomo, że Polak potrafi i jeśli będzie problem z dostaniem alkoholu w sklepach, zrobi go sobie sam albo kupi na melinie, bo to że wraz z zakazami powróciłaby szara strefa, jest pewne - uważa sklepikarz z ul. Kartuskiej w Gdańsku.

Przytakuje mu szef całodobowego sklepu ze Słupska. - Nie ma szans, żeby to u nas przeszło. Sklepy by bankrutowały, a ludzie truliby się procentami niewiadomego pochodzenia - uważa mężczyzna.

Dlatego m.in. przeciwko rozwiązaniom WHO zaprotestowała już Polska Izba Handlu. Skupieni w niej przedsiębiorcy wydali w tej sprawie specjalne oświadczenie, w którym stwierdzają, że zastosowanie takich rozwiązań w polskich realiach gospodarczych to absurd.

Czytaj również: Młodzież bije alkoholowe rekordy nie tylko podczas Sylwestra

"Nie negując szkodliwości nadużywania alkoholu dla zdrowia oraz rozumiejąc zagrożenia związane z nielegalnym wytwórstwem i sprzedażą wyrobów alkoholowych, reprezentujemy pogląd, że wszelkie przepisy regulujące ich produkcję i sprzedaż powinny być racjonalne, przekładać się na bezpośredni interes społeczny, a także uwzględniać realia rynku i specyfikę obrotu danymi wyrobami." - piszą przedsiębiorcy.

Inicjatywie WHO z ciekawością przygląda się natomiast Gdańskie Centrum Profilaktyki Uzależnień, ale jak przyznaje Adam Landowski, dyrektor centrum, uczucia ma tu mieszane.

- Taką prohibicję już w wielu miejscach przerabiano i nie do końca zdało to egzamin, bo ilości spożycia alkoholu nie zmniejszyło. Większą rolę niż zakazy i administracyjne ograniczenia odgrywa pod tym względem edukacja - podkreśla Landowski. - Ktoś, kto będzie chciał się napić, i tak się napije. Jeśli nie kupi alkoholu w sklepie, to zapuka do innych drzwi - dodaje.

Landowski wskazuje jednak, że dobrym pomysłem byłoby podniesienie bariery wieku, w którym alkohol można kupować. - W USA jest to 21 lat i może w tym kierunku warto by było pójść i u nas - mówi i chwali inicjatywę ograniczenia liczby sklepów monopolowych. - Co róg jest mały sklepik, nawet kwiaciarnie całodobowe z alkoholem, tak jak na przykład na Przymorzu. Tę kwestię przydałoby się uregulować- zaznacza szef GCPU.

Czytaj również: Pozory mylą, dowód nie - apel o niesprzedawanie alkoholu nieletnim

Jak zapewnia Agnieszka Gołąbek, rzecznik Ministerstwa Zdrowia, zaakceptowanie dokumentu WHO przez Polskę nie skutkuje żadnymi zmianami w naszym prawie. Potwierdzają to posłowie Parlamentu Europejskiego, którzy tłumaczą, że żeby strategia WHO była wiążąca, muszą ją poprzeć nie tylko europosłowie, ale i ministrowie pracujący w ramach rady, i to do nich należeć będzie decyzja, czy wprowadzą to w swoich państwach, czy nie. Przymusu dla nikogo na pewno nie będzie.

WHO, przygotowując swoje rekomendacje, wzorowała się na krajach skandynawskich, które mają najbardziej restrykcyjne podejście do sprzedaży alkoholu.

W normalnych szwedzkich sklepach kupić można napoje, które mają maksymalnie 3,5 proc. zawartości alkoholu. Sklepy z mocniejszymi trunkami są w rękach państwa, które sprzedaż kontroluje, wyznaczając godziny, w jakich można się w nich zaopatrywać. W tygodniu są czynne od godz. 10 do 18, w weekendy tylko do godz. 13.

W związku z tym dość powszechnym zjawiskiem w Szwecji jest tzw. turystyka alkoholowa - po tani i nielimitowany alkohol jej mieszkańcy podróżują promem do Danii, Niemiec i Polski.
Współpr. Marta Żbikowska

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
miłośnik nalewek

Czy są w Polsce państwowe sklepy?

S
Sławek

Nie ukrywam, że był okres gdy byłem częstym klientem sklepów z alkoholem, pijalni piwa i melin.To było wtedy, gdy pracowałem w państwowej firmie.Takich też miałem kolegów.Od czasu, gdy musiałem założyć swoją firmę przeszło mi całkowicie.Teraz, bardzo rzadko chciałbym tracić dzień na poalkoholowy odpoczynek, ochota przeszła mi całkowicie. Szkoda życia na głupoty.Takich jak ja jest dziś wielu.

a
alfbi

byłem w norwegii i widziałem pozorny problem z zakupem alkoholu ale po telefonie zjawił sie dostawca i już problemu nie było

A
Antoni Jazgarz Butrykowski

Święta prawda, my som w tej dziedzinie prekursory, że hej. A i Donald, nasz najukochańszy Przywódca postanowił pójść w ślady Władka Gomułki, ksywa towarzysz Wiesław, oraz Jaruzela herbu Ślepowron. Jak gorzała będzie PO trzynastej, a jeszcze lepiej na kartki, jak to opisuje obdarzony dobrą pamięcią Krytyk, i jeszcze będzie jakiś zamiennik na słodycze (niezdrowe są), żeby już całkiem realia PRYLU zachować, to dopiero się ekonomia POlytyczną zwana, uprości. Znów będzie można łatwiutko, nawet bez "komputerka" marki Odra przeliczyć i POrównać :pensje, średnie krajowe, siłę nabywczą ojro, złotego, funta czy dulara. Jak się wszystko na ilość flaszek półlitrowych "czystej ojczystej przeliczy, to każdy, nawet tak jak Olek Pijolek, "niemagister", będzie w stanie skumać procesy rządzące ekonomią. Niemiec: 364 POłowki sznapsa, POlak tylko 124 może nabyć za tzw. średnią krajową. Proszę nie liczyć i nie udowadniać mi ignorancji w tej dziedzinie. Ja prosty humanista jestem, a te liczby wziąłem z sufitu. Ot, tak dla łatwiejszego zrozumienia "dobrości" tego POmysła dla przeciętnego "pijacza" tego przysłowiowego "kielonka chleba"! A jest jeszcze wartość dodana. Taki np. 60-letni "szlifierz" czyli POlicjant zawany też stójkowym będzie się mógł na "obchodnego dostawcę spirytualiów" przekwalifikować. A 62 letnia Pani Magister od fikołków ze Szkoły POdstawowej będzie mogła w ramach działalności gospodarczej w szarej strefie melinkę z czymś na wzmocnienie (za skromną dopłatą dostępnym przed 13.00 oraz PO godzinie POlicyjnej) otworzyć. I tak rozszerzy nam się indeks profesji uważanych za POrządane, lekkie, łatwe i przyjemne, oraz wykonywalne aż do śmierci. Same zyski, żadnych strat. Zaiste, "SŁUSZNĄ LINIĘ MA NASZA PARTIA"- jak mawiał Klasyk!

K
Krytyk

wprowadzając sprzedaż alkoholu na kartki, które stanowiły wówczas twardą walutę.
Ileż to spraw można było załatwić za jedno pół litra! A teraz co? Więc jestem "za a nawet
przeciw" jak to mawiał wybitny Polak, który sam z Dankom obalił system
- który pod tym względem wyprzedził świat. Czy aby słusznie?

Dodaj ogłoszenie