Aktorom pokazałem włoskie horrory. Rozmowa z Tomaszem Cymermanem, reżyserem spektaklu „Pan Schuster kupuje ulicę” Ulriki Syhy.

Gabriela PewińskaZaktualizowano 
Rozmowa z reżyserem Tomaszem Cymermanem

Kim jest pan Schuster?

To mężczyzna po czterdziestce, który stara się w jakiś sposób zdystansować do życia, ale jednocześnie znaleźć nadzieję. Czy mu to wychodzi? Trudno powiedzieć.

Jaką ulicę kupuje?

Stalową. Wciąż nie wiem, czy zachować w spektaklu nazwę niemiecką czy tłumaczoną.

Skąd dylemat?

Bohaterowie tej historii - przy okazji rodzinnego spotkania przy stole - grają w Monopol, w tej popularnej grze polegającej na handlu nieruchomościami, między innymi, kupuje się ulice. Fabuła sprowadza się do żartu.

To opowieść o Europie, którą trawi choroba - to pana słowa.

Model Europy przyjęty po II wojnie światowej, postawienie na idee, które wtedy wydawały się oczywiste, dziś ulega weryfikacji. Nie wiadomo jeszcze, w którą stronę pójdzie ten proces. Negacji? Stary Kontynent w tych ideach wytrwa czy też będzie musiał je redefiniować, opisać na nowo? Nowoczesny kapitalizm wymusza na Europejczykach zmiany, konkretne decyzje, a to wyzwala lęk. I o tej trwodze będzie moje przedstawienie. Wszyscy uczestniczymy w tym redefiniowaniu kluczowych wartości dla Europy, rykoszetem Europa musi partycypować w mocno problematycznych zjawiskach, musi zmierzyć się z kwestią uchodźców czy pogłębiającym się spadkiem znaczenia względem innych kontynentów.

O autorce mówi się, że w sposobie, w jaki przeżywa teatr jest coś wampirycznego. Czy takie będzie to przedstawienie?

Istotnie (śmiech). Jeszcze nie wiem jakie będzie to przedstawienie (śmiech)

Czytaj także

Trzy dni do premiery.

Nieumiejętność opisania przez reżysera własnego spektaklu to gruba kokieteria. Będzie tu zachowana jedność czasu, miejsca i akcji. Budujemy mastershoty…

Niezorientowanym wyjaśnijmy, w technice filmowej to ujęcia realizowane bez cięć montażowych.

A zatem wszystko oparte jest o katorżniczą pracę aktora. Nie ma wejść, zejść, wszyscy są non stop na scenie. Wampiryzowanie, w istocie, nam towarzyszy. Na pewno aktorom, w ich wycieńczającej robocie podczas tej realizacji. Żeby wprowadzić w nastrój tej opowieści na trzeciej próbie pokazaliśmy aktorom włoskie horrory z lat 80 Dario Argento. To było preludium do rozmów o tym spektaklu.

To pana pierwsza realizacja w Teatrze Wybrzeże.

Wybór sztuki był moją propozycją. Bardzo lubię ten dramat. Mam nadzieje, że gdańska publiczność też go polubi, to widownia szczególnie wrażliwa na kwestie polityczne, a te były i są w Gdańsku mocno obecne. Moje przedstawienie będzie swego rodzaju tragifarsą polityczną. Choć, uspokajam, nie wymuszę na widowni udziału w debacie politycznej. Będzie, oczywiście, zabawnie, ale i dramatycznie, każdy wykształcony, wrażliwy człowiek od razu zrozumie o czym opowiadamy.

Teatr jako misja?

Uważam, że sztuka to przestrzeń odpowiedzialnej, a może nawet nieodpowiedzialnej, dyskusji o świecie. Problem polega na tym jak sprawić, by prócz publicystyki i debaty próbować definiować problemy na gruncie emocjonalnym. Życie publiczne i prywatne każdego z nas to byty splątane ze sobą. Dlatego teatr jaki uprawiam to jedynie powidoki debaty politycznej, to próba odpowiedzi na pytanie, jakie piętno pozostawia w niektórych głowach i ciałach, jakiego typu wątpliwości i agresje zasiewa.

Na jakim teatrze pan się wychował?

Ukończyłem krakowską szkołę teatralną, wydział aktorski i reżyserski. Współpracowałem z Zadarą czy Klemmem. Cenię sobie pewnego rodzaju ironię i dystans, wszelkie postdramatyczne manewry na tekście. Krystian Lupa był dla mnie horyzontem. Ale na jakim teatrze się wychowałem, trudno powiedzieć, bo jako młody człowiek do teatru nie chodziłem. I niespecjalnie mnie interesowało, o co w teatrze chodzi.

To dlaczego pan zdawał do szkoły teatralnej?

Uparłem się. Poza tym grywałem w kółkach teatralnych, brałem udział w konkursach recytatorskich. Jako licealista nie chodziłem do teatru, teraz z niego nie wychodzę. Nadrabiam stracony czas. Z kolei jako twórca brałem udział w przemianach jakie co rusz dopadają teatr: nowy brutalizm, teatr postdramatyczny czy performatywny. To, co teatr przechodzi dziś to już trzecia rewolucja, która obserwuję. Taki młody to już nie jestem.

Premiera 19 lipca, na scenie Stara Apteka Teatru Wybrzeże.

Przegląd najważniejszych wydarzeń ostatnich dni:

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie