Akcyza od wartości rynkowej auta

    B. Gliwka, W. Piepiorka

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    Przykre niespodzianki mogą czekać nowych właścicieli aut w urzędzie celnym. Tym bardziej przykre, im bardziej okazyjna była cena, za jaką kupili sprowadzone auto.
    Począwszy od 19 lipca urząd wylicza akcyzę nie na podstawie kwoty transakcji w dokumencie kupna-sprzedaży, ale na podstawie wartości rynkowej. Ta zaś, zdaniem właścicieli aut, z faktyczną wartością rynkową niewiele ma wspólnego.

    Przekonał się o tym m.in. mieszkaniec Człuchowa. - Sprowadziłem do Polski auto, którego średnia cena waha się między 50 a 70 tys. zł - mówi człuchowianin. - Ponieważ było uszkodzone, kupiłem je tanio.
    Zawiozłem je do urzędu, aby celnicy mogli zrobić dokumentację. Opisali, zrobili zdjęcia i wycenili na... ponad 90 tysięcy. Za taką cenę chętnie bym im to auto od razu sprzedał. Podatek opiewał na blisko 10 tysięcy. Dosłownie zwaliło mnie z nóg.

    Człuchowianin miał jednak wykonaną wcześniej wycenę rzeczoznawcy. - Rzeczoznawca jako cenę bazową wziął wartość zgodną z wyliczeniami celników, innej i tak by nie przyjęli, ale wziął pod uwagę m.in. rzeczywisty stan techniczny auta i uwarunkowania lokalne, stąd dużo niższa wycena - dodaje właściciel. - Ostatecznie skończyło się na 5 tysiącach podatku, gdybym nie miał wyceny rzeczoznawcy, musiałbym zapłacić dwa razy tyle.

    Zdaniem człuchowskiego prawnika Bogdana Kowcuna, który przyglądał się całej sytuacji, nowe przepisy prowadzą do absurdów. - Wyliczanie podatku od wartości rynkowej pojazdu miało chronić przed zaniżaniem wartości aut.

    - Niestety, wyliczana przez urząd wartość rynkowa jest nierealna, a właścicielowi auta daje się jeszcze do podpisania deklarację, że zgadza się z wyceną urzędu - dodaje Kowcun. - Podpisanie takiej deklaracji zamyka drogę do ewentualnego odwołania. Jeśli klient się nie zgodzi, otrzymuje informację, że potrzebne będzie powołanie biegłego, a to wydłuży całą procedurę o jakieś dwa miesiące. Ludzie nie dyskutują więc i płacą.

    Przy ustalaniu podatku celnicy bazują na katalogu wartości rynkowych pojazdów przygotowywanym przez firmę Info-Ekspert. Jak ma się on do rzeczywistości? Dla sprawdzenia kupiliśmy fikcyjne audi A6 quattro z 2005 roku z trzylitrowym silnikiem na ropę.

    Po informację o wysokości podatku, jaki przyjdzie nam zapłacić, zadzwoniliśmy do Oddziału Celnego w Chojnicach. Tam dowiedzieliśmy się, że wartość rynkowa z katalogu jest pomniejszana o VAT (22 proc.) i 13,6-procentową akcyzę. W przypadku naszego audi to 103 tys. zł, a po odliczeniu około 75 tys. zł, co oznacza, że musielibyśmy zapłacić 10 107 zł podatku.

    Takie audi można jednak kupić w Niemczech czy Austrii już za 20 tys. euro (około 66,8 tys. zł). Po odliczeniu podatków wychodzi kwota 45,1 tys. zł, a samej akcyzy 6,1 tys. zł. To 4 tys. zł mniej niż wynikało z katalogu celników. Jeżeli samochód jest uszkodzony, możemy zwrócić się do rzeczoznawcy, który udowodni, że auto jest warte mniej. Jeśli samochód jest sprawny, pozostaje nam tylko dostosowanie się do akcyzy ustalonej na podstawie katalogu.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo