Agata Tuszyńska o gdańskiej narzeczonej Brunona Schulza

Redakcja
Agata Tuszyńska: Wiem, że to naiwne, ale wierzę w niemożliwe
Agata Tuszyńska: Wiem, że to naiwne, ale wierzę w niemożliwe Agnieszka Traczewska
Z poetką i prozaiczką Agatą Tuszyńską rozmawia Dorota Abramowicz

Nie cichną jeszcze echa dyskusji o książce "Oskarżona: Wiera Gran", a już zostawia ją Pani dla kolejnej postaci - Józefiny Szelińskiej, narzeczonej Brunona Schulza, związanej po wojnie z Gdańskiem. Czy te kobiety były do siebie podobne?
Zupełnie nie! Poza sędziwym wiekiem, którego obie dożyły, różni je prawie wszystko. Wiera Gran była gwiazdą, Szelińska jej zaprzeczeniem! Z urody i stylu bycia Szelińska przypomina inną moją bohaterkę, przyjaciółkę Boya-Żeleńskiego - Irenę Krzywicką. Wysoka, ładna, pełna energii - niezależna i wyemancypowana - pani swojego losu. Zamknięta w sobie intelektualistka. Opanowana, uprzejma, ale stanowcza. Wiera miała maniery diwy, potrzebowała bezustannej adoracji i potwierdzeń. Mam wrażenie, że Wiera pozostała dziewczynką, Józefina jeszcze przed wojną stała się dojrzałą kobietą. I nie brakło jej, właściwej dorosłości, goryczy. Obie te kobiety wiele przeszły, łączy je choćby to, że straciły rodziny podczas okupacji. Naznaczone podobnie, a jednak inaczej, obie żyły w cieniu wojny. I choć Szelińska wydawała się daleka od tej tragicznej przeszłości, nigdy się od niej nie uwolniła.

Dlaczego skromna stara panna, po wojnie dyrektorka biblioteki WSP w Gdańsku, ma się stać bohaterką książki? Czy wystarczy kilkuletnie narzeczeństwo z pisarzem z Drohobycza? Nieudana próba samobójcza po zerwaniu z Schulzem?

Jest w niej tajemnica, która mnie pociąga. Tajemnica związku z Schulzem i tajemnica jej pochodzenia. Stale przed czymś uciekała, może przed sobą samą również? Przez lata nie pozwalała wyjawić swojego nazwiska, jako narzeczonej autora "Sklepów cynamonowych". A przecież swego czasu Schulz nazywał ją "najbliższym człowiekiem na ziemi". Coś tajemniczego zdarzyło się w jej życiu, we Lwowie, w Drohobyczu, coś, o czym nie chciała mówić, ale co zaważyło na jej losach. Po wojnie wybrała samotność, ale przeszłość i postać mężczyzny, którego kochała, niezmiennie jej towarzyszyły. Nikomu nie mówiła o Schulzu. Zamilczała jego obecność, wydarła z pamięci, a z drugiej strony - nad jej łóżkiem wisiały namalowane przez niego portrety z jej młodości i mnóstwo rysunków. Co sprawiło, że do końca życia pozostała Schulzowi wierna? Takie pytania poruszają wyobraźnię.

Ma Pani jeszcze prawdziwy skarb - listy, pisane przez Józefinę Szelińską do Jerzego Ficowskiego.
Listy powierzyła mi wdowa po Jerzym Ficowskim, niestrudzonym badaczu Schulza, z prośbą o pochylenie się nad nimi. Zapaliły moją wyobraźnię. Jest ich kilkadziesiąt, z różnych okresów życia Szelińskiej i jej wspomnień. To bardzo ważny dokument, "dziwna ekshumacja" przeszłości, jak nazywa je sama autorka.

Skąd w Pani nadzieja, że się zachowało około 200 listów pisanych do narzeczonej przez Schulza?
Sama Szelińska powtarzała, że spłonęły one wraz z domem rodziców w Janowie.

Wierzę, że tym listom należy się ocalenie. Wiem, że to naiwne, ale wierzę w niemożliwe. Gdyby Jerzy Ficowski nie wierzył w cuda, nie odnalazłby tak wielu dokumentów z życia Schulza, właśnie rozproszonych listów, rysunków, pamiątek po nim. Pojawiały się w jego poszukiwaniach bez żadnego planu i w najdziwniejszych miejscach. To jeszcze ciągle może się zdarzyć. Ficowski zachęcał do takiego myślenia. I do kontynuowania poszukiwań.
Szelińska mogła się nie zdradzić?
Myślę, że tak. Albo nie tam je schowała. Albo nie wtedy… Czy opuściłaby rodzinne strony bez paczki z kartkami zapisanymi okrągłym pismem mężczyzny, którego kochała? Ocaliła jego rysunki i obrazy, co wydaje się trudniejsze…

Ale już wiara w to, że badanie losów Szelińskiej może nas doprowadzić do legendarnego rękopisu "Mesjasza", to chyba zbyt wiele...
Dlaczego? Schulz pracował nad swoim opus magnum w okresie narzeczeństwa z Józefiną, Arturowi Sandauerowi czytał jego początek w 1939 roku… Po wojnie kilkakrotnie pojawiały się ślady świadczące o istnieniu tego dzieła. Ktoś widział, słyszał, obiecywał pokazać… W Polsce i za granicą. Ficowski do końca wierzył, że "Mesjasz" powstał, a odnalezienie go jest możliwe. Rękopisy nie giną. Też w to wierzę.

Coraz mniej wśród nas tych, którzy znali panią Józefinę...
Ostatnia chwila, by do nich dotrzeć, porozmawiać, z opisu na pozór nieważnych zdarzeń stworzyć jej portret. I zarazem, pośrednio, portret człowieka, którego kochała. Dlatego liczę, że na mój apel odpowiedzą ci, którzy się zetknęli z Szelińską, mają jej zdjęcia, listy. Za waszym pośrednictwem proszę wszystkie takie osoby o kontakt pod adresem: biuroat@gmail.com.

Pasja i prawda

Poetka i prozaiczka, Agata Tuszyńska, jest autorką m.in. biografii Singera, Krzywickiej, Koprowskiego. Ostatnia jej książka, "Oskarżona: Wiera Gran", wzbudziła gorącą dyskusję. Rozmowy z przedwojenną piosenkarką, Żydówką, oskarżoną o kolaborację z okupantem, relacje świadków, dają przejmujący obraz kobiety. Zbieranie informacji o swoich bohaterach Tuszyńska traktuje trochę jak dziennikarstwo śledcze. Wspólnie z nią ruszyliśmy gdańskimi śladami narzeczonej Schulza. Reportaż o "Dumnej Józefinie" ukaże się w piątkowych "Rejsach".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie