Adam Orzechowski reżyseruje "Willkommen w Zoppotach"

Redakcja
Adam Orzechowski: Postanowiliśmy to zagrać dość wiernie, nie przesterowując we współczesność"
Adam Orzechowski: Postanowiliśmy to zagrać dość wiernie, nie przesterowując we współczesność" Grzegorz Mehring
Rozmowa z dyrektorem teatru Wybrzeże, Adamem Orzechowskim przed premierą spektaklu "Willkommen w Zoppotach".

Polska obejmuje przewodnictwo w Radzie Unii Europejskie już jutro, tego dnia odbędzie się premiera sztuki Adolfa Nowaczyńskiego "Willkommen w Zoppotach".
Przygotowując naszą premierę, wpisujemy się oczywiście w te przygotowania, termin nie jest przypadkowy, podobnie zresztą jak wybór tekstu.

Praktycznie nieznanego.
Przypominamy go, a właściwie prezentujemy na scenie po raz pierwszy, bo według zachowanych dokumentów tę sopocką sztukę, którą autor opatrzył tytułem "Było to nad Bałtykiem", pokazano tylko raz, w 1916 roku w… Kijowie, ale za to w reżyserii i z udziałem Juliusza Osterwy.

Czemu teatr Wybrzeże wraca dzisiaj do tego tekstu?
Bo mówi on i o Polakach, i o Polsce, ale i o Europejczykach, o wzajemnych uprzedzeniach i kompleksach. I to jest dobry moment, by się z przymrużeniem oka przyjrzeć tym naszym europejskim relacjom. Ale nie tylko temu - także naszym własnym słabościom, które się niespecjalnie przez blisko sto lat zmieniły.

Czy warstwa obyczajowa sztuki będzie czytelna dla współczesnego widza?

Myślę, że nie powinniśmy mieć z nią żadnych kłopotów. Podobnie jak z przedziwnym koktajlem językowym, który przyrządził nam Nowaczyński.

Brzmi w tej sztuce język epoki jej autora?
Do, karykaturalnej często, polszczyzny wrzucił całą furę fraz i pojedynczych słów niemieckich albo po niemiecku brzmiących, francuskich, rosyjskich, łamanych porzekadłami w języku jidysz. Wszystko to często zapisane fonetycznie, bez jakiejkolwiek dbałości o poprawność gramatyczną, językową, a często i… polityczną!

Uczytelnienie tego wszystkiego, tak by stało się zrozumiałe dla współczesnego widza, wymagało pewnie sporej adaptacyjnej pracy.
Nad tym tekstem rzeczywiście trzeba było solidnie popracować. Został wyraźnie skrócony - bez skrótów przedstawienie trwałoby pewnie z pięć godzin, ale niezmieniony, bo niczego poważniejszego tam nie dopisaliśmy. Nowaczyński to gaduła, więc trochę trzeba go było stemperować, no i kilka postaci połączyć w dwie, bo ograniczone warunki naszej Sceny Kameralnej w Sopocie wymusiły na nas taką konieczność.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Spore zmiany zatem.
Mam jednak nadzieję, że nasze ingerencje uczynią przekaz bardziej komunikatywnym, nie szkodząc dramatycznemu nerwowi autora. I że lekko zdystansowany, z przymrużeniem oka język naszego przedstawienia pozwoli widzom jeszcze głębiej przejrzeć się w scenicznym świecie.

Czy na scenie zobaczymy dawny Sopot? Klimat kurortu sprzed stulecia?

U Nowaczyńskiego akcja dzieje się w tak zwanym gapipudle, to znaczy przyplażowym barze, przez którego okna podglądano się nawzajem - bywalcy przyglądali się plażowiczom, zażywającym kąpieli w koedukacyjnym (to ostrożnie w tamtych latach wkraczający trend) familienbadzie, zaś kąpiący się podziwiali najmodniejszych salonowych letników, przybyłych z warszawki i skądinąd.

Jak te klimaty oddaliście na scenie?
Postanowiliśmy to zagrać dość wiernie, nie przesterowując się kostiumowo we współczesność, ale nie dążyliśmy też do realistycznej ortodoksji w przestrzeni. Tu postawiliśmy na skrót, dbając przede wszystkim o to, by sopocki sygnał był czytelny, ale nie przytłaczał tego, co dzieje się między ludźmi.

Premiera "Willkommen w Zoppotach" odbywa się w ramach IV Festiwalu Wybrzeże Sztuki.

Dawny Sopot

Piątkowej premierze sztuki Adolfa Nowaczyńskiego "Willkommen w Zoppotach" na Scenie Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie będzie towarzyszył wernisaż ciekawej wystawy pod tym samym tytułem.

Na ekspozycji zobaczymy pocztówki i zdjęcia Sopotu sprzed I wojny światowej, czyli z okresu, w którym dzieje się akcja sztuki Nowaczyńskiego. Są to zarówno widoki obiektów miejskich, kąpielisk, jak i zdjęcia osób prywatnych, dokumentujące modę i styl tamtych lat.

Oryginały wszystkich reprodukowanych na wystawie zdjęć i pocztówek pochodzą ze zbiorów Muzeum Miasta Sopotu. Wystawę będzie można oglądać codziennie od godziny 12.00 do godziny 17.00 w foyer Sceny Kameralnej Teatru Wybrzeże w Sopocie, ul. Bohaterów Monte Cassino 30. Wstęp wolny.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie