Adam Korol o nowej funkcji w wioślarskim związku: Droga do sukcesu jest bardzo długa, kręta i przewrotna ROZMOWA

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Adam Korol to wioślarski mistrz olimpijski z Pekinu, który zdecydował się zarządzać sportem w Gdańsku i związku wioślarskim
Adam Korol to wioślarski mistrz olimpijski z Pekinu, który zdecydował się zarządzać sportem w Gdańsku i związku wioślarskim Karolina Misztal
Adam Korol łączy dwie ważne funkcje. Z jednej strony zarządza biurem prezydenta Gdańska ds. sportu, a od września 2021 roku jest także prezesem Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich. W rozmowie z nami tłumaczy, jak będzie to godzić i co znany w Polsce były sportowiec może dać wioślarstwu.

Gratuluję wyboru na prezesa Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich. To pan potrzebował większej więzi z ukochaną dyscypliną, czy środowisko zabiegało o pana?
Wydaje mi się, że tak trochę jedno i drugie. Miałem poczucie, że chciałbym kontynuować to, co do tej pory Polski Związek Towarzystw Wioślarskich pod wodzą Ryszarda Stadniuka osiągnął i to, co robił. Nie prowadziłem wyborów z hasłem rewolucji, czy kontynuacji. Stawiam na ewolucję. Uważam, że pewne rzeczy w związku można ulepszyć, usprawnić. Można spojrzeć na nie z innej strony. Program powstawał wspólnie ze środowiskiem, bo dużo rozmawiałem z przedstawicielami klubów, czy okręgów. Wsłuchiwałem się w ich oczekiwania i pomysły. Informowałem ich przy tym, jakie możliwości posiada związek. Z rozmów i spostrzeżeń powstał mój program, który przedstawiłem podczas sejmiku sprawozdawczo-wyborczego.

Co można ulepszyć w polskim wioślarstwie?
Kluby zgłaszały przede wszystkim poprawę komunikacji między związkiem a nimi. Oczekiwały od władz tego, aby przedstawiciel zarządu, prezydium czy wręcz prezes był bliżej spraw przyziemnych. Wymaga to czasu i ja to rozumiem. Nie będzie jednak tak, że od razu pojawię się w każdym klubie i zapoznam się z wszystkimi problemami. Ja te problemy znam. Codziennie rano jestem na treningu w AZS-ie AWFiS-ie Gdańsk. Te problemy są bardzo podobne do tych, które są w gdańskich klubach. Jako biuro prezydenta Gdańska ds. sportu robimy wszystko żeby w gdańskich klubach działo się coraz lepiej. I jest coraz lepiej, szczególnie patrząc przez pryzmat sukcesów w sporcie młodzieżowym.

Dobrze by było, aby wioślarz był wysoki, ale nie jest to cecha dominująca. Chcemy rozszerzać zasięg naszej dyscypliny, aby sprzęt nie trafiał tylko do klubów, ale też do miejsc, gdzie tego wioślarstwa nie było.

Jakie są oczekiwania klubów wioślarskich?
Kluby zgłaszały potrzeby sprzętowe. Nie jest to proste. Sprzęt, którym dysponuje związek przeznaczony jest dla pierwszej reprezentacji. Nieużywany sprzęt przechodzi do reprezentacji młodzieżowych i juniorskich. Chodziło o nieużywany sprzęt. Chciałem się przyjrzeć, czy ten sprzęt możemy w jakiś sposób wykorzystać. Nie tylko łodzie, ale wiosła i ergometry. Klubów jest wiele i potrzeb jest wiele, a tego sprzętu tak wiele nie ma. Sprzęt jako własność związku pochodzi z pieniędzy ministerialnych i nie można go rozdawać ot tak. Musimy stworzyć jasny system wypożyczania czy oddawania sprzętu najbardziej potrzebującym klubom. Chcemy również wprowadzić nową kategorię młodzieżową, roboczo nazywaną kadet, dla dzieci 11-12 lat. Teraz możliwość startu mają 13-latkowie. Przedstawiłem program „Młody wioślarz”, który ma przyciągnąć osoby o odpowiednich parametrach somatycznych, czyli wyższe niż przeciętne. Dobrze bowiem by było, aby wioślarz był wysoki, ale nie jest to cecha dominująca. Chcemy rozszerzać w tym programie zasięg naszej dyscypliny, aby sprzęt nie trafiał tylko do klubów, ale też do miejsc, gdzie tego wioślarstwa nie było. Program jest już przedstawiony w Ministerstwie Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu. Pieniądze przeznaczylibyśmy na zakup łodzi i pensje trenerów czy instruktorów, którzy prowadziliby zajęcia z młodzieżą. To początkowy etap szkolenia.

Jakie cele stawia pan sobie w kadencji na lata 2021-2024?
Dla każdego związku najważniejszym zadaniem do zrealizowania jest zdobycie medalu olimpijskiego na kolejnych igrzyskach, czyli obecnie w Paryżu w 2024 roku. To też główne zadanie PZTW. Bardzo chciałbym, razem ze współpracownikami, postawić na rozwój i popularyzację wioślarstwa. Szczególnie wśród amatorów. Bardzo dobrze to funkcjonuje w Warszawie, Poznaniu czy Bydgoszczy. To gałąź, którą związek praktycznie się nie zajmował. Miałem okazję poznać wiele osób, które mocno się w to zaangażowały. Mówię o pracujących osobach, dla których wioślarstwo stało się bardzo fajną częścią życia. To trochę taki model angielski. Ważny dla mnie jest też rozwój ruchu mastersów, czyli byłych wioślarzy. Chcemy wspomóc ten rozwój. Powstają nowe kluby, startują oni w mistrzostwach świata. Powinniśmy się też tym zająć. Kolejną bardzo ważną rzeczą jest wioślarstwo akademickie, nie tak popularne jak na Zachodzie, ale z dużym potencjałem. Wioślarstwo morskie będzie w programie igrzysk 2028 i do tego także musimy się przygotowywać. Agnieszka Kobus-Zawojska (dwukrotna medalistka olimpijska, z Rio de Janeiro i Tokio - przyp.) z mężem na dwójce przecierają tutaj szlak. Szczecin, Kraków i Bydgoszcz wspierają osoby z niepełnosprawnościami. To równie ważna część naszej dyscypliny. Chcę rozmawiać , spotykać się i korzystać z doświadczenia osób, które od wielu lat się tym zajmują.

To nie jest tak, że tylko wygrywamy. U mnie raz było dobrze, raz bardzo dobrze, a na igrzyskach w Atenach zajęliśmy czwarte miejsce. Dojść do tego etapu było bardzo trudno. Trzeba było być cierpliwym, trafić na dobry zespół ludzi i trenera. Osiągnięcie sukcesu to wypadkowa wielu różnych elementów. Nie ma innej recepty, a ciekawe jest to, że nie ma gwarancji sukcesu.

Ryszard Stadniuk dowodził związkiem przez 25 lat. Pan też ma taką długofalową wizję?
Nie mam. Ustawowo możemy być najwyżej dwie kadencje. Właśnie podczas kadencji Ryszarda Stadniuka takie przepisy weszły. Mam nadzieję, że ta i przyszła kadencja mogą pomóc dużo zrealizować. Zespół związkowy jest w przebudowie, ale trzon zostaje. Wieloletni dyrektor sportowy Bogusław Gryczuk odchodzi na emeryturę. To bardzo istotna postać dla naszego wioślarstwa. Zostaje sekretarz generalny Robert Zaborski. Zostają trenerzy Aleksander Wojciechowski i Jakub Urban. Lekarz reprezentacji pani profesor Jolanta Chwalbińska powiedziała, że już odchodzi. Przede mną więc budowa sztabu medycznego. Jest kadra młodzieżowa i juniorów. Związany z Gorzowem Wielkopolskim Piotr Basta jest wiceprezesem do spraw sportowych, związana z Bydgostią Anna Tataruk wiceprezesem ds. organizacyjnych. To bardzo ważne i doświadczone osoby w zarządzie PZTW. Nie chcę wymieniać każdego, ale to osoby kompetentne i zaangażowane w to, co robią. Są jeszcze Michał Jeliński i Tomasz Kucharski. Trzech złotych medalistów olimpijskich w zarządzie związku to ewenement na skalę światową. Dużo wyzwań, ale jest z kim te wyzwania realizować.

O wioślarstwie robi się głośno w Polsce podczas igrzysk olimpijskich. To dyscyplina medalodajna, ale wymaga niezwykłej zaciętości i ciężkich treningów. Jak to jest ze sportowym narybkiem gotowym rywalizować w łódkach?
To też na pewno będzie wyzwanie związku i klubów. Musimy wspólnie stworzyć front, gdzie będziemy robili wszystko, aby dyscyplina była coraz bardziej popularna i rozpoznawalna. O wioślarstwie, rzeczywiście, mówi się w kontekście igrzysk. Czy to się uda zmienić? Pewnie będzie trudno, ale zrobimy co w naszej mocy, aby tak się stało. Patrząc przez pryzmat Gdańska, mamy Szkołę Mistrzostwa Sportowego nr 94, w której mamy klasy o profilu wioślarskim. W VI Liceum Ogólnokształcącym dalej mogą kształcić się przyszli mistrzowie. Mamy kluby, które organizują zajęcia pozalekcyjne. Jeśli chodzi o młodzież w Gdańsku, to mamy dwójkę podwójną brązowych medalistów mistrzostw świata (Mikołaja Kulkę i Daniela Gałęzę – przyp.) z Drakkara, trenowanych przez Tomasza Bykowskiego. Z AZS-u AWFiS-u mamy podopieczne Michała Rychlickiego, które zdobyły srebro na młodzieżowych mistrzostwach Europy w czwórce bez sterniczki kobiet (Anna Potrzuska i Izabela Pawlak – przyp.). Coś się rusza. W każdej dyscyplinie wymagana jest wielka praca i cierpliwość. Tego zawodnikom chyba trochę brakuje. Droga do sukcesu jest bardzo długa, kręta i przewrotna. Trzeba sobie z tym wszystkim radzić. To nie jest tak, że tylko wygrywamy. U mnie raz było dobrze, raz bardzo dobrze, a na igrzyskach w Atenach zajęliśmy czwarte miejsce. Dojść do tego etapu było bardzo trudno. Trzeba było być cierpliwym, trafić na dobry zespół ludzi i trenera. Osiągnięcie sukcesu to wypadkowa wielu różnych elementów. Nie ma innej recepty, a ciekawe jest to, że nie ma gwarancji sukcesu. Czytałem kiedyś wywiad z Marcinem Gortatem i dziennikarz zapytał o receptę na sukces. Koszykarz odpowiedział, że to praca, praca i jeszcze raz praca. Podpisuję się po tym.

Od grudnia 2019 roku jest pan dyrektorem biura prezydenta Gdańska ds. sportu. Czy sprawowanie tych dwóch funkcji nie będzie ze sobą kolidować?
Nie będą. Moim miejscem pracy jest Urząd Miejski w Gdańsku. Zarząd PZTW nigdy nie pobierał i nie będzie pobierał wynagrodzenia za swoją pracę. Mam sztab bardzo dobrych współpracowników oraz pracowników etatowych, którzy na co dzień pracują w związku w Warszawie. Zamierzam także w równym stopniu wykorzystać wszystkich członków zarządu do solidnej pracy.

Będzie jakiś podział pracy w ciągu tygodnia?
To będzie płynne. Najtrudniejszy moment, to ten teraz. Trzeba to po prostu ułożyć. Ta maszyna cały czas pracuje. Proces szkolenia jest ciągły. Wszystko jest zaplanowane i zabudżetowane do końca roku.

Skoro jesteśmy przy Gdańsku i wioślarstwie, to jak tutaj wygląda sytuacja? Jest obiecująca młodzież, ale na razie trudno doszukiwać się medalistów olimpijskich.
Nie ma znaczenia, że Adam Korol jest z Gdańska. Chciałbym aby kluby rozwijały się w każdym mieście jak najlepiej. Jako PZTW nie mamy wpływu na efektywność szkolenia szczególnie w klubach. Cieszę się, że w Gdańsku dosyć mocno drgnęło w grupach młodzieżowych Drakkara i AZS-u AWFiS-u. Na nowo wraca na mapę wioślarską Gedania. Czy za trzy lata ktoś z Gdańska pokaże się na igrzyskach? Możliwe. Dziewczyny (Potrzuska i Pawlak – przyp.) będą kandydatkami do czwórki bez sterniczki kobiet. Czy się zakwalifikują do tej osady? Na pewno trenerzy im się przyglądają. Jeszcze długa droga przed nami. Juniorzy (Kulka i Gałęza – przyp.) mają dłuższą drogę, bo są jeszcze młodzi. Nie przekreśla jednak, że mogliby wystąpić, ale bardziej na igrzyskach w 2028 roku. Obserwuję młodzież i widzę chętnych do uprawiania wioślarstwa. Bardzo fajny zespół młodzieży pracuje z trenerami AZS-u AWFiSu i UKS-u Szóstki. Łatwo mi o tym mówić, bo widzę ich codziennie na przystani przed pracą.

Pływa pan jeszcze?
Nie, nie schodzę już na wodę (śmiech). Po tych wszystkich latach już mnie nie ciągnie. Przed pracą chętnie biegam, korzystam z siłowni i ergometru wioślarskiego.

Mistrz Błachowicz liczy na nokaut!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie