ACK znowu nad przepaścią

Jolanta Gromadzka-AnzelewiczZaktualizowano 
W ACK leczy się i operuje rekordowa dziś liczba pacjentów
W ACK leczy się i operuje rekordowa dziś liczba pacjentów Adam Warżawa/Archiwum
Znów czarne chmury gromadzą się nad Akademickim Centrum Klinicznym w Gdańsku.

Już 24 marca, po raz kolejny - tym razem już ostateczny - pracę szpitala sparaliżować może komornik. Tymczasem widoki na jakąkolwiek pomoc dla ACK są coraz mniejsze.

W ogromnym napięciu dyrekcja Akademickiego Centrum Klinicznego i władze AMG czekały wczoraj na wieści z Warszawy. Ze względu na to, że banki odmówiły udzielenia szpitalowi kredytu, uratować go może jedynie rządowa dotacja. Mimo dobrych wyników finansowych za drugie półrocze 2008, bez potężnego zastrzyku pieniędzy szpital sobie nie poradzi.

Ponieważ Sejm nie znowelizował dotąd ustawy o komornikach sądowych i egzekucji, już 24 marca, a więc za niespełna dwa tygodnie wszystkie pieniądze należne szpitalowi z Narodowego Funduszu Zdrowia będzie mógł zabrać komornik. A to oznacza kolejny akt ubiegłorocznego dramatu - brak jakichkolwiek środków na zakup leków, odczynników do badań, środków do operacji, materiałów opatrunkowych itd. Lista zakupów, bez których życie i zdrowie leczonych tu chorych może być w każdej chwili zagrożone jest niezmiernie długa.

Niestety, żadne wieści ze stolicy do ACK w środę nie dotarły. Z tego, co udało się nam ustalić w Ministerstwie Zdrowia, Rada Ministrów nie podjęła jeszcze ostatecznej decyzji, jak podzielić 200 mln zł z programu "Wzmocnienia bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli". Ponieważ o tę pomoc ubiega się aż 14 szpitali klinicznych oraz 5 instytutów badawczych z całej Polski, szanse, że gdański szpital dostanie tyle, ile by chciał, jest co najmniej wątpliwa.

- Ubiegamy się o 135 mln zł - przyznaje prof. Janusz Moryś, rektor AMG. Szpital ma zobowiązania wymagalne w kwocie 145 mln zł.

W ubiegły piątek prof. Moryś zawiózł do Ministerstwa Zdrowia listę wierzycieli, którym ACK musi pieniądze oddać jak najszybciej. - Gdyby udało się zdobyć te 135 mln zł, problem zapłaty dla nich przestałby istnieć - dodaje.

Resort zdaje sobie sprawę z tego, że ACK znów balansuje na skraju przepaści, dotacja dzielona ma być uznaniowo, więc nie wszystko stracone.

Za taką uznać za to należy zapłatę w kwocie 21,8 mln zł należną ACK za "nadwykonania" z roku ubiegłego. W drugim półroczu 2008 szpital leczył o ponad 3000 chorych więcej, niż wynikałoby to z kontraktu z NFZ. Pomorski oddział funduszu podpisał ze szpitalem ugodę i gotów był przekazać pieniądze.
Tymczasem analizy przeprowadzone przez prawników NFZ i potwierdzone przez radców szpitala odkryły bolesną prawdę - w tym przypadku już nie 25 proc., a całą kwotę sięgającą 22 mln zł zgarnąć może komornik. Wierzyciele rzucili się na te pieniądze jak sępy. Pod koniec ubiegłego tygodnia wnioski o zajęcia komornicze środków dla ACK złożone w gdańskim NFZ sięgnęły już 17 mln zł.

Tadeusz Jędrzejczyk, zastępca dyrektora PO NFZ, wyjaśnia - naszą intencją jest rozliczyć wszystkie nadwykonania ACK w stu procentach, ale zgodnie z prawem musimy sprawdzić roszczenia komornika. Nadzieja, że po 23 marca nadal będzie on mógł zabierać co miesiąc szpitalowi jedynie 25 proc. kontraktu, praktycznie umarła.

Tego dnia kończy się formalnie proces restrukturyzacji ACK, a tym samym okres, w którym 75 proc. kontraktu szpitala jest nie do ruszenia. Miała go przedłużyć nowelizacja ustawy o komornikach sądowych i egzekucji. Dyrektorzy wszystkich szpitali klinicznych czekali na nią jak na zbawienie.

- Nic z tego nie będzie - przyznaje ze smutkiem Ewa Książek-Bator, zastępca dyrektora ACK ds. ekonomicznych. - Groźba tak drastycznych zajęć komorniczych dotyczy tylko ACK i kilku innych szpitali klinicznych. Posłów to nie interesuje. Szpitale marszałkowskie zaciągnęły kredyty, pozbyły się krótkoterminowych zobowiązań, mają stabilną sytuację. Im też kredyty poręczył Urząd Marszałkowski. Kredytu dla ACK Ministerstwo Zdrowia poręczyć zgodnie z prawem nie może.
O taki kredyt - w wysokości przynajmniej stu milionów - ACK stara się od wielu miesięcy. Szpital chciałby go zaciągnąć na 20 lat, na ściśle określonych warunkach. Oferty wysłano do 37 banków. Do konkretnych rozmów nie przystąpił żaden.

- Sto milionów to dziś dla banku kwota zbyt duża, 20 lat na spłatę to okres za długi - wyjaśnia dyrektor Książek-Bator. Dyrekcja ACK rozpaczliwie szuka więc innego koła ratunkowego dla szpitala.

Sięgające 270 mln zł zadłużenie ACK ma swoją długoletnią historię.

W 2001 r. pierwszą pozycję na liście największych dłużników spośród placówek akademickich z Polsce zajmował słynny Szpital Kieturakisa przy ul. Łąkowej w Gdańsku. Jego dług - wówczas ogromny - sięgał... zaledwie 15 mln zł. Połączenie trzech szpitali AMG w jedno Akademickie Centrum Kliniczne miało być lekarstwem na kłopoty finansowe. Stało się jednak inaczej. Wskutek niedoszacowania kontraktów z NFZ i braku radykalnej reformy wewnątrz szpitala, zadłużenie rosło lawinowo. Rok temu komornik sparaliżował pracę ACK.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wdowa po wierzycielu

Państwo daje bezpłatną opiekę, ale czyim kosztem? Mój mąż prowadził firmę dostarczającą sprzęt do ACK. Nie zapłacili. Męża już nie ma. Cała rodzina umiera, bo ACK wyssało z nas wszystko. Kto pozwolił na, to, żeby szpital mógł się tak zadłużyć? KTO ???
Mój sąsiad jest lekarzem z tego szpitala. Pracuje za grosze na 2 etatach. W jakim my państwie żyjemy?
Nie dziwne, że są ludzie, którzy rezygnują z polskiego obywatelstwa !

i
inny gość

NIK bada związki ACK z firmami farmaceutycznymi

13 marca 2009, godz. 13:00

k
k.misarko

Dlaczego nikt z władz wojewódzkich nie pomógł A.C.K?Tylu ludziom z całej Polski pomagają w tym szpitalu, wiem bo sama też jestem leczona onkologicznie, przychodnia przyszpitalna- ginekol. już nie działa. Gdzie, my chore po chemiotrapiii po operacjach znajdziemy takich lekarzy? co z nami będzie?.Ogarnia mnie czarna rozpacz

Dodaj ogłoszenie