9 maja - defilada na Placu Czerwonym ze zrabowanymi pralkami

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Rosja chce ukazać Armię Czerwoną bez jakichkolwiek skaz na jej blichtrze i temu służyć ma święto 9 maja. Oczywiście obraz ten jest nieprawdziwy i wykorzystywany do doraźnej polityki. Przeciętni Rosjanie wolą jednak fałszywe święto od uczciwej analizy rzeczywistości.

9maja 2022 r. na Placu Czerwonym defilować będzie 11 tys. rosyjskich żołnierzy, do tego sprzęt pancerny, systemy rakietowe, lotnictwo. Nikt nie powie słowa o ostrzeliwaniu ukraińskich miast, mordowaniu cywilów, gwałtach i rabunku. Nie będzie zapewne nikogo z przedstawicieli dawnych sojuszników antyhitlerowskiej koalicji. - To jest nasze święto, to święty dzień dla całej Rosji, dla wszystkich Rosjan - deklarował niedawno Dmitrij Pieskow, rzecznik Putina.

Wymiar imperium

- 9 maja 1945 r. to data, która historycznie kształtowała sowiecki system i dzisiejszą Federację Rosyjską - zaznacza dr Tomasz Gliniecki, historyk, publicysta, zajmujący się m.in. wojenną propagandą Armii Czerwonej. - Zauważmy, Rosjanie nie mają zbyt wielu innych odwołań do zwycięskiej historii, które by ten „ruski mir”, jak sami go nazywają, konstytuowały. Stąd wielkie defilady, parady, prezentacja narodowej jedności. Oczywiście, 9 maja w tej narracji przejawia się w skrajnościach - głównie w nacjonalizmie rosyjskim, odrzucaniu roli innych narodów, które w zwycięstwie nad nazistowskimi Niemcami uczestniczyły, całej koalicji, w tym wsparciu zachodnich aliantów. Ukraińcy czy Białorusini, co oczywiste, przelali mnóstwo krwi. Dziś Rosjanie „włączą” w 9 maja szczególny kontekst, czyli odebrania prawa Ukraińcom do samostanowienia, do posiadania własnego, niezależnego państwa. To zawłaszczenie święta tylko dla swojej własnej chwały.

Zdaniem dr. Glinieckiego „mitem założycielskim” dzisiejszej Rosji nie może być data rewolucji październikowej. To wydarzenie nie ma… wymiaru imperialnego (Rosjanom trudno chwalić się także przegraną w Afganistanie czy upadkiem ZSRR - o czym przypominał dziennikarzom niezależnego medium Meduza Dmitrij Głuchowski, rosyjski pisarz sprzeciwiający się putinizmowi).

- O ile rewolucja była mitem wsobnym, mitem założycielskim samego państwa, to zwycięstwo nad Niemcami nadawało mu międzynarodowego wymiaru - mówi dalej dr Gliniecki. - Oto państwo robotników i chłopów skupione wokół Rosji, potrafi zwyciężać „siły zła”. Oczywiście nic nie zmieni podejścia do hitlerowskich Niemiec, bo to było zło w czystej postaci. Ale wiemy też, że chwilę później, po 1945 r., Rosjanie nazwali złem swoich dotychczasowych aliantów. Sojusz z Wielką Brytanią, Stanami Zjednoczonymi i innymi krajami demokracji był chwilowy i zawarty tylko po to, żeby ZSRR mógł się obronić i zwyciężyć swoich dawnych sojuszników, czyli hitlerowskie Niemcy.

Już sama data końca wojny w Europie wskazuje na zerwanie przez ZSRR antyniemieckiej koalicji. Niemcy podpisały bezwarunkową kapitulację w Reims 7 maja 1945 r., z zobowiązaniem przerwania walk następnej nocy. Jednak na życzenie Stalina, kapitulacja musiała nastąpić jeszcze raz, nazajutrz w Berlinie. Według czasu moskiewskiego był to już kolejny dzień, 9 maja. Różnice w dacie świętowania pozostały do dziś.

Czym się pochwalić?

Zwyczajowe, gromkie „urra” rosyjskich sołdatów poprzedzi zapewne pompatyczne ogłoszenie przez Putina zdobycia i oderwania od Ukrainy Mariupola, Chersonia, może i części Donbasu, czyli terytoriów, które Rosja opanowała od początku inwazji 24 lutego. W zrównanym z ziemią Mariupolu nad Morzem Azowskim Rosjanie zapowiadali „karnawał zwycięstwa”, mimo że pododdziały ukraińskie nadal są obecne w mieście.

A może Rosjanie ogłoszą „wyzwolenie” Naddniestrza, w którym separatyzm Rosja utrzymuje od wczesnych lat 90,? Albo całej Mołdawii, bo o groźbie rosyjskiego ataku na to państwo informował na początku tygodnia ukraiński wywiad? Prof. Krzysztof Kubiak z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, politolog, analityk kwestii bezpieczeństwa międzynarodowego, uważa taki scenariusz za całkiem realny.

- Biorąc pod uwagę przebieg wojny na Ukrainie zapomniana i marginalizowana kwestia Naddniestrza, które w zasadzie od początku swojego istnienia, gdy rozpadał się Związek Sowiecki pozostało jego żywym skansenem, nabiera zupełnie innego wymiaru. Postawiłbym nawet taką tezę, że Naddniestrze to jest jedyna część związku byłego Związku Sowieckiego, gdzie władza autorytarna w modelu sowieckim ma się jeszcze dobrze nie tylko w warstwie politycznej, ale również mentalnej - mówi prof. Krzysztof Kubiak. - W Naddniestrzu Rosjanie mają swoje wojska, nieliczne co prawda, ale jednak mogące służyć jako straszak, odciągający uwagę od głównego teatru działań wojennych na Ukrainie. I wystarczające na pozbawioną wojsk Mołdawię. Karta ta w rosyjskiej rozgrywce byłaby zatem bardzo mocna.

O tym, że Putin potrzebuje sukcesu, który mógłby ogłosić 9 maja i umocnić swoją władzę, pisało wielu analityków (choć szef rosyjskiego MSZ, Siergiej Ławrow we włoskiej telewizji zaprzeczał, że Rosja będzie się z „czymkolwiek przed 9 maja spieszyć”). Ołeksandr Motuzianyk, rzecznik ukraińskiego ministerstwa obrony mówił z kolei, że „Rosja nawet jeśli nie osiągnie celów strategicznych, to może po prostu „zmyślić zwycięstwa i pokazać je w telewizji. To nie jest dla nich problemem”. - To, że oni będą chcieli coś ogłosić, wydaje się wręcz oczywiste. 9 maja to jest rosyjska mitologia patriotyczna. I wiemy, że dla Rosjan ta wojna toczy się ewidentnie nie po ich myśli. Nie wygrywają jej, przegrywają ją w wielu wymiarach prestiżowym, politycznym, ekonomicznym - podkreśla prof. Kubiak.

Demonstracja siły, potęgi, rosyjskiej armii także w wymiarze technicznym - temu służy defilada na Placu Czerwonym. 9 maja 2022 r. w Moskwie zaprezentuje się mniej niż w ostatnich latach, sprzętu pancernego, choć zapewne rosyjskie siły zbrojne pokażą swoje najnowsze osiągnięcia - czyli uznawanych za makiety - czołgu T14 Armata czy wozu bojowego Terminator. Te, w przeciwieństwie do masowo wykorzystywanych przez rosyjskie wojska w ataku na Ukrainę (i masowo niszczonych) czołgów rodziny T72 (w różnych wersjach) czy BWP, nie walczą. A i czasem nawet nie jeżdżą.

- W zasobie wojskowym: ludzkim i sprzętowym Rosjanie rozpoczynając wojnę z Ukrainą bardzo przeszacowali. Dziś są na granicy swoich możliwości kadrowych. Na Ukrainie walczą dziś żołnierze z co najmniej dwóch brygad z dalekiej północy, wycofali większość swojego personelu z Kaukazu i z Azji Środkowej. Rosjanie zaczęli przemieszczać żołnierzy z Dalekiego Wschodu. Przerzucają wojsko przez pół globu! Pozostaje im właściwie opcja powszechnej mobilizacji, czego Putin chyba nie do końca chce, bo to by się wiązało z przyznaniem do tego, że toczy się wojna (choć jeden z analityków amerykańskiego think tanku International Crisis Group przyznał, że i taki scenariusz należy brać pod uwagę na 9 maja - red). I nawet jeśli by do niej doszło, to trzeba chyba inaczej spojrzeć na cyfry wymieniane w kontekście rosyjskiego zasobu mobilizacyjnego. Oni mówią o liczbie 10 tys. czołgów na składach. Być może, ale zachodzi pytanie, ile z nich to wozy rozkradzione i zdewastowane? - zastanawia się Krzysztof Kubiak.

Rosjanie darują światu strach…

Bardzo pewne jest, że 9 maja na Placu Czerwonym Rosjanie pochwalą się Sarmatem, międzykontynentalną, ciężką rakietą zdolną do przenoszenia ładunków jądrowych, zwaną Szatanem II. Niedawno przeprowadzili nawet jej oficjalną próbę.

Ben Wallace, szef Ministerstwa Obrony Wielkiej Brytanii podkreślił kilka dni temu, że 9 maja Rosja może nawet ogłosić rozpoczęcie III wojny światowej. Jeśli wziąć pod uwagę wypowiedzi „ekspertów” w pełnych propagandy programach w rosyjskiej TV o tym, że Szatan II jest w stanie dolecieć do Londynu w 200 sekund, to należy się zastanowić, czy Rosja nie grozi Zachodowi wojną atomową. - To jest bolesne przypomnienie faktu, który w ciągu ostatnich ponad 60 dni zaczął gdzieś powoli nam umykać, czyli że Rosja jest państwem nuklearnym. W rosyjskich dokumentach państwowych, doktrynalnych, czyli w rosyjskim myśleniu państwowym, funkcjonuje pojęcie tzw. nuklearnej deeskalacji. To jest taki oksymoron ukuty na Kremlu zakładający, że w sytuacji niekorzystnej Rosja przeprowadzi atak nuklearny po to, żeby rozbroić przeciwnika i odwrócić niekorzystny przebieg wydarzeń. Czym to grozi? Apokalipsą. Należę do pokolenia, które jeszcze w aktywnym życiu znajdowało się w cieniu zagłady nuklearnej. Choć to szokujące, funkcjonowało to w naszych umysłach i dziś chyba moim rówieśnikom łatwiej jest się godzić z życiem w warunkach takiego zagrożenia. Pamiętam również komunizm w fazie schyłkowej i relatywnie mało represyjnej. I w kontekście Ukrainy trzeba wiedzieć, że stawką w tej rozgrywce jest to, czy my, nasze dzieci, wnuki, celowo używam pewnego patosu, będziemy żyć w wolnym świecie, czy w jakiejś postsowieckiej satrapii, zabarwionej rosyjskim imperializmem. Stawką jest po prostu wolność - bezcenna sprawa, dla której warto się bić i ponosić ryzyko, również w wymiarze starcia cywilizacyjnego, o przyszłość i możliwość życia w normalnym społeczeństwie.

Warto jednak dodać, że w kontekście atomowego odstraszania kraje NATO również dysponują argumentami.

- Oczywiście, ten zachodni arsenał nuklearny jest pokaźny. Sądzę, że na szczeblach wysokich państw NATO czynnik ten był uwzględniany w trakcie podejmowania decyzji o wsparciu Ukrainy - podkreśla prof. Kubiak. - Sądzę też, że wypowiedź brytyjskiego ministra ma wymiar ostrzeżenia: drodzy Rosjanie infiltrujemy wasze systemy łączności, dowodzenia i kierowania. Jesteśmy świadomi tego, co przygotowujecie, a skoro jesteśmy świadomi waszych planów, to również planujemy nasz odwet. To jest mechanizm wielostopniowego odstraszania. I oni ten przekaz są w stanie odczytać - nie należy całkowicie Rosjan pozbawiać inteligencji czy jakichkolwiek zmysłów taktyczno-strategicznych.

...A Ukrainie „zgniły pokój”

Oczywiste jest, że przed 9 maja sytuacja na najważniejszych frontach na Ukrainie może ulec zmianie. Rosjanie wciąż dysponują inicjatywą taktyczną i przewagą militarną. O możliwych postępach agresora w Donbasie mówili m.in. analityk Jarosław Wolski i ppłk Piotr Lewandowski, polski weteran z Iraku i Afganistanu. Wskazywali oni m.in. na rosyjską taktykę systematycznego „orania” ogniem artylerii ukraińskich pozycji obronnych.

Mówili też o kurczących się odwodach armii ukraińskiej. - Ukraińcy przepięknie rozgrywają tę wojnę, nie tylko na polach bitew, ale i w przestrzeni medialnej - mówi Krzysztof Kubiak. - Ale także krwawią. Tracą sprzęt, tracą ludzi. W takiej wojnie na wyniszczenie widoczna jest przewaga Rosji, choćby w zakresie potencjału demograficznego. Dla Ukrainy już sama liczba uchodźców, która opuściła kraj, z punktu widzenia zasobu demograficznego, to jest rujnująca. I rodzi się pytanie, na ile Ukraińcy, z bardzo wielu względów, nie tylko czysto militarnych, mogą sobie pozwolić na przedłużanie tej wojny. Gdzie jest granica? Oczywiście niezawisłość, suwerenność, wolność nie ma swojej ceny. I Ukraińcy z granatnikiem i karabinem w ręku dowiedli, że ich wybór, żeby pozostać po zachodniej stronie nowej żelaznej kurtyny, jest motywowany niesłychaną determinacją. Jednak nie należy wykluczać sytuacji, w której Rosjanie ogłoszą, choćby tego 9 maja, wstrzymanie „specjalnej operacji wojskowej”, postawią pewne warunki natury terytorialnej. I Ukraina będzie musiała bardzo poważnie rozważyć przyjęcie złego pokoju, żeby po prostu nie stracić całego pokolenia albo nawet dwóch. Dzisiaj względy demograficzne umykają w naszej narracji ukształtowanej przez gry komputerowe. Tymczasem państwo polskie, ze stratami ludzkimi, które poniosła w trakcie II wojny światowej, zwłaszcza tymi będącymi skutkiem celowej polityki jednego i drugiego okupanta, w zasadzie zmaga się do tej pory. Francuzi mieli podobny problem po wojnach napoleońskich. Zasoby intelektualne są niesłychanie trudne do odrobienia. Ukraińcy mają dziś pokolenie, którego główną zasługą z historycznego punktu widzenia zapewne będzie to, że nie dopuściło do rusyfikacji, czy wręcz resowietyzacji Ukrainy. Ale cena jest ogromna.

Blichtr i skaza

Dzień zwycięstwa nad nazistowskimi Niemcami obchodzą wszystkie państwa alianckie. Jednak nikt oprócz Rosji nie nadaje mu roli tak potężnego, propagandowego znaczenia. I ta propaganda sprzed 77 lat się nie zmieniła. Rosjanie uzasadniają atak na Ukrainę „akcją denazyfikacyjną”, „walką z nazistami”... Ulice Moskwy zdobią dziś plakaty z dwiema datami „1945-2022”. 1 maja w ukraińskim Melitopolu, który został zajęty przez wojska rosyjskie, Rosjanie wywiesili wielką czerwoną flagę z sierpem i młotem, a następnie odegrali jedną z sowieckich pieśni drugowojennych, zagrzewających do walki z Niemcami.

Co prawda wolny świat odbiera tę propagandę raczej z uśmiechem politowania (prezentując np. memy czy satyryczne obrazki przedstawiające rosyjskich żołnierzy defilujących ze zrabowanymi na Ukrainie pralkami i telewizorami), natomiast biorąc pod uwagę prowojenne nastroje w Rosji, to narzędzie agresywnego nacjonalizmu rosyjskiego musi skutecznie wpływać na społeczeństwo tego państwa.

- Zauważmy, jak wiele zależy od tego, co o historii opowiadamy - zaznacza dr Tomasz Gliniecki. - Federacja Rosyjska z opowieści o II wojnie światowej wyciąga tylko to, co dla niej jest ważne, najbardziej chwalebne i to, co ZSRR propagował w końcowej części wojny - czyli, że Armia Czerwona była wyzwolicielką. Pomijano oczywiście, że była to armia niszczycielska, że krajom, do których wkraczała, odbierała prawo do demokracji, samostanowienia, że jej żołnierze grabili, gwałcili również w tych krajach, które oficjalnie wyzwalali. Dzisiejsze komunikaty o chęci „wyzwolenia” Ukrainy, które słyszymy w propagandzie współczesnej Federacji Rosyjskiej, są kalką tej propagandy z 1945 r. Inna jest natomiast skala oporu. 77 lat temu mieliśmy zwycięskie kampanie ZSRR, w wyniku których, część państw na kilkadziesiąt lat została podbita. Dzisiaj opór Ukraińców jest duży, nie chcą być „wyzwoleni”. W putinowskiej Federacji Rosyjskiej powrócono do wszystkich elementów tamtej, starej propagandy, w tym i tych złych, np. symboli sowieckiego państwa, odbrązowienia Stalina, pokazywania Armii Czerwonej bez skaz na jej blichtrze. Oczywiście obraz ten jest fałszywy, zaciemniony, wykorzystywany do doraźnej polityki. Z rzeczywistością historyczną ma coraz mniej wspólnego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Stanisław Żaryn o ruchach prorosyjskich

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie