80. rocznica wybuchu II wojny światowej. Historia obrońcy Gdyni w 1939 roku - Zuske et sukcesores

Małgorzata SokołowskaZaktualizowano 
Maksymilian Zuske i (z prawej) jego siostrzenica Teodora Sychowska w Orłowie, w tle zaprojektowany przez niego pensjonat Gryf Zbiory rodziny
On: szpieg z czasu I wojny, lotnik, architekt, poeta, powstaniec wielkopolski, obrońca Gdyni w 1939 roku. Ona: nauczycielka geografii, zesłaniec za Ural, wreszcie major w Armii Andersa. Ot, dwoje na pozór zwykłych gdynian.

Gdy nadeszły tamte tragiczne dni września 1939 r., „między polskimi oficerami, zabranymi przez Niemców po poddaniu się Oksywia, znalazł się Maksymilian Zuske. Podobno był w pelerynie, takiej, jaką noszą formacje podhalańskie. W pewnym momencie wyciągnął rewolwer i zastrzelił oficera niemieckiego, który zbliżał się do grupy jeńców. Chwilę potem padł od kuli niemieckiego wartownika. Ile razy jestem przy Jego grobie, myślę o bezsensownych sporach, o względności pojęcia architektury i o tym, jak trudno jest przejrzeć i właściwie ocenić człowieka” - napisał po latach inny gdyński architekt Włodzimierz Prochaska. I dalej: - „był poetą i architektem w jednej osobie. Nigdy nie było wiadome, co u niego jest poezją, a co techniką. Do dziś pamiętam jego wskazówki, jak należy dobierać drewno na słup schodów zabiegowych. Ma być wycięty z sosny rosnącej na skraju lasu. Wiatr wygina ją i skręca, wygina i skręca, i taką już pozostaje, przez co najbardziej się na ten słup nadaje. Projekty, które sam wykonywał, raziły nas niezmiernie. W Gdyni obowiązywał styl swojski, prosty, tani, bez ozdób, nieznośnie trzeźwy, wprost purytański. A kolega Zuske mawiał o pięknie architektury, o starych mistrzach i ich mecenasach, o królu Stasiu. Nie mogliśmy się z tym pogodzić i SARP powziął podejrzenie, że Zuske nie ma dyplomu. Wysłano zapytanie do Lipska, potwierdzenie nadeszło na korzyść Kolegi. Była to nieprzyjemna sprawa, tym bardziej że Zuske wiedział o akcji, robił nawet wyrzuty, ale nie wyciągnął konsekwencji”. Włodzimierz Prochaska napisał ładnie, ale nie do końca prawdziwie. Bo też niewiele o swoim koledze wiedział.

Powstanie Wielkopolskie i pierwsza polska poczta lotnicza

Maksymilian studiował bowiem nie w Lipsku, lecz w Berlinie Charlottenburgu na Königliche Technische Hochschule. Urodzony w Borku Wielkopolskim, miał 23 lata, gdy skończył studia (ojciec też był architektem, więc wybór był rodzinnie prosty), a 24 - gdy wybuchła I wojna.

W przeprowadzonych jeszcze w listopadzie 1918 roku wyborach do Sejmu Dzielnicowego wybrany został jako przedstawiciel z terenu boreckiego. Już w pierwszych dniach Powstania Wielkopolskiego zgłosił się do walki, skierowany do kompanii „kulomiotów”.

W pewnym momencie wyciągnął rewolwer i zastrzelił oficera niemieckiego, który zbliżał się do grupy jeńców. Chwilę potem sam padł od kuli...

O tym, co robił dalej, wiadomo z… prasy filatelistycznej, dzięki niestrudzonym pasjonatom. Otóż „ozdobą każdego liczącego się zbioru polskiej poczty lotniczej jest karta pocztowa, przewieziona 21 czerwca 1919 r. na trasie Berlin - Warszawa. Lot ten uważany jest za pierwszą polską pocztę lotniczą. Samolot pilotował inż. dypl. Maksymilian Zuske-Zdzierz, podówczas w stopniu szeregowca” - czytamy na łamach „Filatelisty” z 1999 r. I dzięki dociekliwości Zbigniewa Kledeckiego wiemy dziś, że „wywiadowca szeregowiec Maksymilian Zuske oddał lotnictwu w bardzo trudnych czasach walk z Niemcami poważne usługi, przewożąc jako wywiadowca z Niemiec jeden samolot, pomimo że rozbił się poprzednio na innym, który chciał również przewieźć, oraz wiele instrumentów i książek fachowych i fotografii, potrzebnych wówczas lotnictwu” (zaświadczenie Ministerstwa Spraw Wojskowych z 10.09.1920).

W służbie wywiadowczej przechodził wielokrotnie granicę i organizował placówkę ofensywną berlińską, którą do sierpnia 1919 r. rozwijał. Praca obejmowała całe Niemcy, szczególnie Szczecin, Hamburg, Berlin, Kostrzyń i front ówczesny, wzdłuż którego od Krzyża do Torunia prowadził osobiście wywiad, szkicując pozycje niemieckie w najtrudniejszych warunkach.

Plebiscyt na Mazurach i Śląsku

Potem, dalej jako wywiadowca, działał w Memellandzie (Kłajpedzie), Litwie, Łotwie, dwukrotnie aresztowany w czasie plebiscytu w Olsztyńskiem. Wzdłuż linii ówczesnego frontu szkicował dla polskiego dowództwa pozycje niemieckie - a wszystko to robił społecznie, wyłącznie z pobudek patriotycznych, nie pobierając żadnego wynagrodzenia.

W sierpniu 1920 r. dowództwo Frontu Północnego wystawiło wniosek nominacyjny, o nadanie ochotnikowi Zuskemu stopnia podporucznika. Taki awans od szeregowca od razu na stopień oficerski - był sprawą wyjątkową, więc i zasługi musiały być wielkiej wagi.

Siedziba Orłowo

Gdy Polska rozpoczęła budowę portu, przeprowadził się do Gdyni, a zamieszkał w Orłowie, wtedy jeszcze nie dzielnicy, a osobnej miejscowości i już w roku 1928 r. współzakładał Koło Architektów Pobrzeża Morskiego.

Ponieważ pochodził z rodziny od pokoleń zajmującej się budownictwem, swoją firmę, którą zarejestrował w 1930 r., nazwał tak, jak uczynił to pradziadek Kazimierz: K. Zuske--Zdzierz et sukcesores: „Rok założenia 1822. Biura Inżynierskie, wł. inż. dypl. Maksymilian Zuske-Zdzierz. Gdynia - Orłowo - Warszawa”. Siedziba Orłowo, powiat morski, ul. Sobieskich. W 1932 r. dodatkowo uruchomił filię przy al. marsz. Piłsudskiego. Przedmiot: obroty budowlane, projekty i obliczenia. W 1932 założył dodatkowo spółkę Woda-Siła-Światło inż. Zuske & inż. Berent. Mieszkał w Domu Kuracyjnym w Orłowie. W 1932 r. przygotował projekt budowy teatru letniego w Orłowie (w kształcie łodzi podwodnej dł. ok. 50 m, szer. 13 m). Według jego projektów stanęły kamienice przy ul. Świętojańskiej 99 i 126, Abrahama 10 i pl. Kaszubskim 11.

Społecznik i artysta

Ponieważ był wielkim społecznikiem, w 1929 r. współzakładał Spółdzielnię Budowlano-Mieszkaniową Oficerów Rezerwy z o.o., w 1930 prowadził wydział propagandy Powszechnej Spółdzielni Spożywców, był przez szereg lat prezesem Generalnej Federacji Pracy.

Gdy w 1937 uroczyście został poświęcony sztandar Cechu Szewców w Gdyni, w Sali Targów Gdyńskich, z udziałem komisarza rządu Franciszka Sokoła, inż. Zuske wygłosił odczyt na temat tradycji niepodległościowych cechów szewskich w Polsce.

W 1931 r. został prezesem zarządu Spółdzielni Budowy Mieszkań Ekonomicznych i współzałożycielem Gdyńskiego Związku Propagandy Turystycznej.

Czytaj także

Każdego niemal roku społecznie angażował się w prace Komisji do spraw Bezrobocia. Bo jak napisał w jednym ze swoich wierszy w 1934 r:

Ktoś musi stworzyć taki wielki Dom
że i najmniejszy otrzyma swą chatę -
i przed nią musi trzymać wojen grom
sąsiadom złym na zapłatę.

Był zawsze obecny i czynny w czasie ważniejszych uroczystości. Z okazji obchodów 10. rocznicy odzyskania niepodległości deklamował wiersze podczas akademii zorganizowanej przez Ligę Morską, przygotował odczyt „Walka o Bałtyk”, wygłaszał referaty dla Związku Obrony Kresów Zachodnich.

Był współzałożycielem Towarzystwa Przyjaciół Sztuk, Towarzystwa Przyjaciół Orłowa Morskiego i Towarzystwa Budowy Rzymskokatolickiej Bazyliki Morskiej.

Należał do Związku Oficerów Rezerwy - w 1934 zwyciężył, razem z innym powstańcem wielkopolskim Józefem Jęczkowiakiem, w zawodach strzeleckich, był też w Towarzystwie Powstańców i Wojaków.

Gdynia kochała się bawić. Bywalcem wieczorów tanecznych bywał także inż. Zuske - mile widziany zwłaszcza na organizowanych przez Polski Biały Krzyż, pochodzących z Poznańskiego Podkoziołkach - bo był kawalerem. Nierzadko potem prasa donosiła, że „odbył się towarzyski wieczór artystyczny w Riwierze, w czasie którego architekt Maksymilian Zuske-Zdzierz recytował swoje poematy i pięknie śpiewała pani komandorowa Sadowska”.

Odznaczony był Złotym Krzyżem Zasługi za działalność na polu pracy narodowo-społecznej oraz Krzyżem Niepodległości.

Inż. dypl. Maksymilian Zuske-Zdzierz zginął 17.09.1939, pochowany jest w kwaterze żołnierskiej na Cmentarzu Witomińskim. Na grobie jest jego wiersz:

Boże - hej nasze jest wolne, polskie i radosne morze…
Myśl pojąć nie zdolna,
Że ta przestrzeń przed nami swobodna i wolna…
Że te burze,
Że te morskie cisze, że ta świeża woń pachnąca niby dzikie róże,
Że to wszystko i polskie i nasze,
I że tu stoi dziś niezłomne plemię kaszubskie i lasze.
(„Jest wolność”, Gdynia 11.11.1928 roku)

Czytaj także

Major Teodora Sychowska - nauczycielka geografii i wf.

Gdy Maksymilian Zuske osiadł w Gdyni, namówił do przyjazdu siostrzenicę, nauczycielkę geografii, która podjęła pracę w Prywatnym Męskim Gimnazjum i Liceum Towarzystwa Szkoły Średniej nr 803.

Kaszubka po ojcu, Wielkopolanka po matce, urodziła się we Lwowie 28 lutego 1910 roku - miała zaledwie dwa tygodnie, gdy zmarł ojciec Teodor Stumberg Sychowski, pochodzący z ziemiańskiej rodziny z Pomorza. Matka, 27-letnia wdowa z dwiema córeczkami, wróciła do rodzinnego domu swej matki do Borku. Teodora, ukończywszy dzięki pomocy wuja architekta Uniwersytet Poznański, stała się doskonale wykształconą nauczycielką geografii oraz wychowania fizycznego - w Akademickim Związku Sportowym uprawiała pływanie, wioślarstwo, łyżwiarstwo, saneczkowanie i tenis.

Zamieszkawszy w Gdyni, napisała książkę „Nadmorskie Pędziwiatry w porcie gdyńskim” (z 16 rycinami i mapką), wydaną w 1936 r. przez Książnicę Atlas jako lektura geograficzna. Tytułowe Nadmorskie Pędziwiatry to zastęp harcerzy, który uczy się wszystkiego o budowie portu najpierw z mapy, a potem organizuje zbiórki w porcie. Pojawia się na kartach książki prawdziwy pan Sieja - nurek i oczywiście sam pan Wenda. Jest o kesonach, dragach, refulowaniu, zasoleniu Bałtyku, budowie mola południowego. Pouczająca i wdzięcznie napisana powieść dla starszych dzieci.

W łagrze Stupinowo

W czasie ostatnich przedwojennych wakacji zwiedzała Estonię i Finlandię. Z wycieczki tej do Polski wróciła na początku września ostatnim samolotem, który wylądował w Wilnie. Tam w gimnazjum uczyła dzieci uchodźców z innych części Polski do czerwca 1941 r., gdy została aresztowana przez NKWD, wywieziona do ZSRR i osadzona w łagrze Stupinowo, w północnym Uralu, po azjatyckiej stronie.

„Nędzne baraki na moczarach pełnych gryzących muszek i komarów, otoczonych zewsząd tajgą - taki był obóz dla 900 więźniów estońskich, dokąd w lipcu dostarczono 22 Polki z więzienia starobielskiego.

Nie dochodziły tam ani listy, ani paczki, ani żadne wieści. Głodowe racje żywnościowe stawały się coraz mniejsze, śmiertelność coraz większa, a organizm coraz bardziej wyczerpany głodem, ciężką pracą, zimnem i tęsknotą” - tak napisała Teodora w 1949 r. w piśmie „Sodalis”.

Czytaj także

W 2. Korpusie Armii Andersa

W grudniu jednak przeniknęła do obozu wiadomość o umowie polsko-sowieckiej i tworzeniu polskiej armii. Tyle że Polki w tym obozie zostały zakwalifikowane jako Estonki. Zrozpaczone, cudem jakimś dotarły do sowieckiego prokuratora w obozie i udało się: 19 stycznia 1942 r. były wolne: „Niespełna 115 tys. Polaków opuściło ZSRR na półtora miliona wywiezionych”.

Teodora dołączyła do 8. Dywizji Armii Polskiej w Czok-Paku w Kazachstanie, dokąd wraz z więźniami ciągnęły setki polskich dzieci, wywiezionych wraz z rodzicami, często osierocone, a zawsze wynędzniałe i wygłodzone: „setki dziecięcych szkieletów, garnących się do wojska po łyżkę strawy, po opiekę”. Dla tych dzieci gen. Władysław Anders zdecydował o utworzeniu sierocińców i szkół, bowiem doskonale zdawał sobie sprawę z ogromu ich tragedii. Pragnął, by młodzież mogła kontynuować przerwaną przez zsyłkę do Rosji naukę. Utrzymanie szkoły pokrywał 2. Korpus, a dziewczęta zostały ubrane w mundury wojskowe i nazwane młodszymi ochotniczkami.

Szkoła dla dziewcząt powstała w Karkin Batasz w Uzbekistanie. Komendantką przez sześć lat była Teodora Sychowska, do czasu rozwiązania w Anglii w kwietniu 1947 r. Ale najpierw trzeba było dzieci odżywić i ratować przed śmiercią, bo dziesiątkował je tyfus, malaria, czerwonka i dyzenteria. Potem z niczego zorganizować szkołę - nie było przecież ani zeszytów, ani podręczników, ani ołówków.

Warunki poprawiły się stopniowo po przekroczeniu granicy ZSRR w sierpniu 1942 r. Szkoła była kilkakrotnie przenoszona z miasta do miasta w Iranie, by wreszcie okrzepnąć w Nazarecie, w pomieszczeniach klasztornych ojców franciszkanów pod nową nazwą: Szkoła Młodszych Ochotniczek. W międzyczasie rozrosła się do rozmiarów wielkiego zakładu naukowego, obejmując nauką ponad tysiąc dziewcząt - dołączały bowiem dziewczęta z Armii Krajowej. Komendantka Sychowska, w stopniu majora, była duszą tego skomplikowanego przedsięwzięcia.

W ZSRR Szkoła Junaczek składała się ze Szkoły Powszechnej i Gimnazjum Ogólnokształcącego. Po przyjeździe do Palestyny powstały: Liceum Humanistyczne i Jednoroczny Kurs Spółdzielczo-Handlowy - w 1943 r., Gimnazjum Kupieckie - w 1943 r., Drugie Gimnazjum Ogólnokształcące i Liceum Pedagogiczne - w 1944 r. oraz Liceum Administracyjno--Handlowe - we wrześniu 1945 r. Wszystkie miały pełne prawa szkół państwowych. SMO zorganizowana była jako oddział wojskowy, a każda klasa stanowiła pluton.

W Brazylii

Po wojnie mjr Teodora Sychowska nie wróciła do Polski, osiadła w Brazylii z mężem inż. Bohdanem Schedlin--Czarlińskim, którego poślubiła w 1947 r. w Palestynie. Matka dwojga dzieci nadal była czynna zawodowo: założyła prywatną szkołę języka polskiego i angielskiego, geografii oraz historii. Pisała o Polsce dla Brazylijczyków, dla Polaków o Brazylii. W sierpniu 1966 r. po raz pierwszy przyjechała do Polski.

W następnym roku przybyła do Londynu, na spotkanie ze swoimi wychowankami z okazji 25-lecia Szkół Młodszych Ochotniczek.

„Wspólny obiad koleżeński odbył się w wielkiej sali balowej Royal Garden Hotel, gdzie kilkadziesiąt okrągłych stolików ustawiono naprzeciw przybranego w kwiaty stołu prezydialnego. Zasiedli przy nim gen. Władysław Anders z żoną, płk dypl. Jan Ryziński - ostatni dowódca szkół junackich, mjr Teodora Sychowska-Czarlińska - komendantka SMO, prof. Maria Kościałkowska” i kilka innych osób oraz przedstawiciele wychowanków.

Zmarła w następnym roku, 30 czerwca 1968, w Acessita w Brazylii. Miała 58 lat.

Małgorzata Sokołowska to autorka i współautorka kilkunastu książek o Gdyni i właścicielka Oficyny Verbi Causa. Jest współautorką „Encyklopedii Gdyni”, a ostatnio autorką albumu „Polski cud nad Bałtykiem” - przygotowanym na 100-lecie niepodległości oraz pierwszego tomu „Kobiety Gdyni”. W 2016 r. została uhonorowana Medalem im. Eugeniusza Kwiatkowskiego „za wybitne zasługi dla Gdyni”, a w 2008 r. Nagrodą Artystyczną Prezydenta Gdyni.

80. rocznica wybuchu II wojny światowej. Historia obrońcy Gd...

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

polecane: Kolejne niedziele bez handlu. Od stycznia zaostrzenie przepisów.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Jeżeli mowa jest w artykule o Kostrzyniu nas Odrą powinno się napisać Kostrzyn A nie kostrzyń

G
Gość

Poddali sie a on zastrzelil niemieckiego oficera? To niehonorowo panie "oficerze).

Dodaj ogłoszenie