50. rocznica powstania Muzeum Stutthof. Wyścig o miejsce pamięci

Marcin Owsiński
Muzeum Stutthof w Sztutowie
Muzeum Stutthof w Sztutowie Anna Arent-Mendyk/Archiwum
Pięćdziesiąt lat temu, 12 marca 1962 roku w Sztutowie oficjalnie powołano do istnienia Muzeum Stutthof. Dlaczego muzeum powstało dopiero 17 lat po zakończeniu wojny i wyzwoleniu obozu - wyjaśnia Marcin Owsiński, historyk i kustosz, kierownik Działu Oświatowego Muzeum Stutthof w Sztutowie.

Pierwszych 17 powojennych lat dla terenu i pozostałości byłego obozu porównać można do równoległego biegu trzech różnych zawodników. Pierwszy z nich na boso biegnie dystans najeżony masą przeszkód, które nie zawsze można przeskoczyć, a w ogóle nie da się ich ominąć.

Drugi jedzie wielką ciężarówką (pustą, co ważne dla naszej opowieści) i taranując wszystkie przeszkody, posuwa się znacznie szybciej naprzód. Trzeci zawodnik na bieżni pojawia się rzadko, ale kontroluje zdalnie cały wyścig, zawsze jest pierwszy i nie można go wyprzedzić.

Taka nierówna rywalizacja toczyła się od połowy 1945 roku między byłymi więźniami obozu, urzędnikami przedsiębiorstw i instytucji państwowych oraz władzami partyjnymi. Dla każdego z uczestników tej rywalizacji Stutthof miał zupełnie inną wartość, każdy miał też swój własny plan wykorzystania byłego obozu.

W pewnym stopniu anormalni

KL Stutthof został zajęty przez wojska Armii Czerwonej rankiem 9 maja 1945 roku. O sam obóz walki się nie toczyły, choć przez ostatnie miesiące wojny teren był ostrzeliwany i bombardowany z powietrza. W samym obozie przez ostatni tydzień jego istnienia panował chaos i wyczekiwanie.

Większość rozległego 120-hektarowego obszaru obozowego oraz okolicznych lasów zajęta była przez resztki kilkunastu porozbijanych oddziałów Wehrmachtu oraz kilkanaście tysięcy cywilów - niemieckich uciekinierów z Prus Wschodnich i robotników przymusowych.

Czytaj również: Film o tragedii więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof
Kilka dni przed ostateczną kapitulacją i ucieczką SS-mani spalili 10 baraków Obozu Żydowskiego oraz wysadzili częściowo krematorium, niszcząc jego komin i ściany. W takim stanie obóz został opanowany przez oddziały Armii Czerwonej.

Pobyt Rosjan i zarządzanie przez nich terenem byłego obozu trwały od maja do listopada 1945 roku. Na podstawie dostępnych dokumentów i relacji nie można stwierdzić, aby teren lub część byłego obozu był przez Armię Czerwoną wykorzystywany do więzienia osób zatrzymanych, albo żeby jakiekolwiek budynki były dokumentnie rozbierane, choć kompletnie zdemontowano i wywieziono wiele urządzeń technicznych z przyobozowych hal fabrycznych lotniczych zakładów Focke-Wulf.

W tym czasie odbywały się pierwsze zebrania i rozmowy byłych więźniów Stutthofu. Na samym terenie Pomorza Gdańskiego mieszkało ich wówczas przynajmniej kilkanaście tysięcy. Była to w dużej swej części grupa zamknięta, z własnym językiem komunikacji, wartościami i zachowaniami.

W końcu czerwca 1945 roku prowadzący zebranie byłych więźniów inż. Wacław Lewandowski mówił: "Jesteśmy w pewnym stopniu (wybaczcie koledzy szczerość!) anormalnymi, wytrąconymi z normalnego życia, bo bezsprzecznie lata spędzone w ohydnych, okresowo straszliwych warunkach, odcięci od kultury i cywilizacji, musieliśmy po prostu przestawić zwrotnice naszych przyzwyczajeń i wymogów na tor życia za drutem kolczastym. Odwykliśmy z biegiem lat od czystej pościeli, czy w ogóle pościeli, odwykliśmy od noży, widelcy, obrusów i talerzy, przywykliśmy za to do świstu razów bykowca z wplecionym drutem, przywykliśmy do grozy bunkra, strafkompanii, patrzyliśmy stale w lufę wymierzonego karabinu i oswoiliśmy się z krematorium".

Dwa najważniejsze tematy podejmowane zawsze na zebraniach byłych więźniów to kwestia materialnego wsparcia i pomocy dla mających trudności z adaptacją do "normalnego" życia oraz pytanie o zabezpieczenie pozostałości obozu, w którym cierpieli i w którym zginęło wielu ich kolegów.
Od jesieni 1945 roku zaczęła się krystalizować idea przejęcia przez byłych więźniów terenu byłego KL Stutthof. Pierwsze pisma kierowane wiosną 1946 roku przez prezesa Związku Byłych Więźniów, dr. Lecha Duszyńskiego w tej sprawie do urzędów wojewódzkich pozostawały bez jakiejkolwiek odpowiedzi.

Ostatecznie - zwyczajem ówczesnej epoki - w sierpniu 1946 roku list w sprawie przejęcia terenu obozu przez jego byłych więźniów dr Duszyński wysłał do ówczesnego Premiera Edwarda Osóbki-Morawskiego. Wyścig, o którym była mowa na początku naszej opowieści, właśnie wystartował...

Urzędy i załadowane ciężarówki

Po wycofaniu się Armii Czerwonej teren byłego obozu objęty został przez polską administrację, nie został jednak przekazany do nowo powstałej gminy Obozy (od 1947 roku Sztutowo), a pieczę nad nim objął skarb państwa w postaci Wojewódzkiego Urzędu Ziemskiego. Teren potraktowano jako wielki rezerwuar materiałów budowlanych i wyposażenia.

Od początku 1946 roku w garażach i na zapleczu gospodarczym zbierano i remontowano samochody i wraki poniemieckich maszyn zbierane na terenie całej Mierzei. Pracownicy Państwowych Warsztatów Samochodowych, którzy wykonywali te prace aż do końca 1948 roku, mieszkali w byłej komendanturze obozu, którą w szybkim czasie skutecznie kompletnie zdewastowali.

Czytaj również: Sztutowo: Cenne odkrycie w Muzeum Stutthof
Na terenie części więźniarskiej byłego obozu "urzędowało" z kolei w I połowie 1946 roku kilkudziesięciu pracowników Społecznego Przedsiębiorstwa Budowlanego, którzy rozebrali większość z 30 prefabrykowanych baraków Nowego Obozu, część z nich już wówczas przekazywano w ramach tzw. "akcji barakowej" do zniszczonych miast i wsi, gdzie służyły jako mieszkania.

Jednocześnie teren był systematycznie i dokumentnie szabrowany. Latem 1946 roku na terenie byłych koszar SS i w otoczeniu ogrodu byłej willi komendanta obozu odbyło się kilka turnusów dla junaków Służby Pracy i "młodzieży kolonijnej". Jak można wyczytać ze sprawozdań, za opał do wieczornych ognisk młodym junakom służyły m.in. prycze i szafy z wyposażenia baraków poobozowych.

Wszystko to działo się w okresie, kiedy Polski Związek Byłych Więźniów czekał na ostateczne ustosunkowanie się władz i przekazanie mu terenu byłego obozu. Nie czekając na nią, już 7 września 1946 roku na terenie byłego obozu Stutthof odbył się pierwszy kilkutysięczny zjazd jego byłych więźniów. Widok rozebranego, zaniedbanego i rozszabrowanego miejsca kaźni wywołał przygnębiające wrażenie...

Prawie muzeum...

Odpowiadając na list byłych więźniów, we wrześniu 1946 roku premier Osóbka-Morawski przekazał sprawę z odręcznym nakazem jej pozytywnego załatwienia do ministra rolnictwa. Procedury i uzgodnienia zajęły następnych kilka miesięcy, ale ostatecznie 6 marca 1947 roku starosta powiatu gdańskiego powierzył teren byłego obozu Stutthof na rzecz gdańskiego okręgu Polskiego Związku Byłych Więźniów. Przekazanie miało jednak charakter symboliczny a nie prawny, gdyż nie sporządzono żadnego aktu przekazania własności...

Równocześnie, w tym samym czasie, w Ministerstwie Kultury i Sztuki zaczęły się działania proceduralne związane z uznaniem Stutthofu za Muzeum i Pomnik Męczeństwa Narodu Polskiego. Już wówczas wspólnie z byłymi więźniami określono, że częścią muzealną będzie obszar byłego Starego Obozu wraz z krematorium i komorą gazową. Resztę terenu Związek mógł przeznaczyć na własne potrzeby, w tym utworzenie zaplecza ogrodniczego i gospodarczego.

Czytaj również: Sztutowo: Muzeum Stutthof nagrodzone Sybillą

Z dzisiejszej perspektywy może się nam to wydawać dziwne, ale były obóz zarządzany przez byłych więźniów miał przynosić konkretny dochód ze sprzedaży materiałów budowlanych i wyhodowanych produktów żywnościowych, miał się też stać ośrodkiem wypoczynkowym dla członków Związku, a nawet ośrodkiem kolonijnym.
Tymczasem jeszcze w 1947 roku pretensje do terenu Stutthofu zaczęła kierować Dyrekcja Lasów Państwowych. Leśnicy w piśmie do Związku Byłych Więźniów na początku 1948 roku stwierdzili, że "teren byłego obozu koncentracyjnego Stutthof, powiat Gdańsk, został utworzony przez Niemców na terenie Nadleśnictwa Państwowego Stegna przez wycięcie sześćdziesięciu kilku hektarów lasu" i należy zatem formalnie do Państwowego Zasobu Lasów, w związku z tym decyzje premiera i ministra rolnictwa były bezprawne, gdyż nie mogli oni dysponować tym terenem.

Lasy Państwowe zgadzały się co prawda na utworzenie na małej części "swojego" terenu muzeum, jednak tylko pod warunkiem "przywrócenia właściwego rodzaju użytkowania, tj. zalesienia całego pozostałego terenu".

Czytaj również: Muzeum Stutthof: Dopóki są tu świadkowie

W ciągu 1948 roku okazało się, że Lasy Państwowe to bardzo silny uczestnik rywalizacji, wspierany dodatkowo przez kilka budowlanych urzędów regionalnych, które widziały w Stutthofie bardzo duży potencjał rozbiórkowy. Koalicja "najpierw rozebrać, potem zalesić" ostatecznie zwyciężyła w tym wyścigu - w końcu 1948 roku Polski Związek Byłych Więźniów (który jak wspomniano wyżej nie miał udokumentowanego prawa własności terenu) zrzekł się w umowie z Lasami terenu, jakim zarządzał w Stutthofie, "łaskawie" pozwolono mu tylko na opiekę nad częścią Starego Obozu, który spełniać miał funkcje muzealne. Szybko jednak nawet i ten niewielki obszar formalnie przekazano na rzecz Ministerstwa Kultury i Sztuki.

Polityka i martyrologia

Tłem opisanych wyżej zmian była zmieniająca się sytuacja polityczna w Polsce. Rozpoczynający się stalinizm, konsolidacja i totalizacja władzy, zmiana akcentów propagandowych miały też bezpośrednie przełożenie na środowisko byłych więźniów.

Dotychczasowy Związek Byłych Więźniów Politycznych w 1949 włączono do jednej organizacji kombatanckiej sterowanej przez władze: Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Od 1948 roku w oficjalnym języku ówczesnych mediów zaczęto deprecjonować podkreślane wcześniej martyrologię i cierpienie tej grupy na rzecz walki, bohaterstwa i internacjonalizmu jej wybranych przedstawicieli.

Dla Stutthofu było to o tyle niebezpieczne, że polscy więźniowie - komuniści i działacze lewicowi - stanowili w nim bardzo nikłą część całej społeczności, w której dominowali żołnierze AK, Gryfa Pomorskiego i innych lokalnych organizacji o charakterze narodowo-prawicowym, o których władza raczej nie chciała wspominać.

Od początku 1949 roku dość intensywnie prowadzone do tego czasu prace Ministerstwa Kultury w kierunku utworzenia Muzeum Martyrologii w Stutthofie zaczęły tracić impet. Środki były coraz mniejsze, teren Starego Obozu mimo wpisania do Rejestru Zabytków nie był należycie zabezpieczany.

W 1949 roku w byłych murowanych budynkach części SS-mańskiej KL Stutthof rozlokowane zostały dwie kompanie Wojsk Ochrony Pogranicza. Aż do 1956 roku kilkuset żołnierzy z poboru podległych ówczesnemu Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego mieszkało w byłej komendanturze obozu, defilowało i prowadziło strzelania na placu przed nią.

Żołnierze i dowodzący nimi oficerowie dość swobodnie traktowali teren, na którym stacjonowali, w czasie jednej z prac porządkowych odcięli i zniszczyli między innymi schody i balustradę Bramy Śmierci, które przeszkadzały im we właściwym składowaniu drewna budowlanego.
Od połowy lat pięćdziesiątych aż do 1962 roku na miejsce żołnierzy WOP do byłej komendantury Stutthofu przyjeżdżali na wczasy pensjonariusze delegowani przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Wczasy, morze, tańce i wypoczynek w cieniu byłego obozu jak widać nie były traktowane jako coś niezwykłego...

W okresie stalinizmu skromna zachowana część byłego KL Stutthof, szczególnie ruiny krematorium były areną kilku wielotysięcznych zgromadzeń w rodzaju wiecu poparcia Apelu Sztokholmskiego, Wiecu Obrońców Pokoju czy międzynarodowego zlotu kombatantów lub pochodu mieszkańców Sztutowa z okazji święta 1 Maja.

Odwilż i decyzja Cyrankiewicza

Po 1956 roku wielu spośród stutthowiaków objęło eksponowane stanowiska w ówczesnym aparacie władzy (m.in. w Ministerstwie Kultury, Wojewódzkiej Radzie Narodowej, Sejmie i innych urzędach), to do nich dotarli ci, którzy chcieli godnego upamiętnienia stopniowo coraz bardziej zapomnianego miejsca. Małymi krokami udało się nakierować sprawę na właściwe tory decyzyjne.

Jeszcze w 1959 roku udało się zabezpieczyć i zrekonstruować budynek krematorium obozowego, gdzie otwarto pierwszą skromną ekspozycję historyczną.

Czytaj również: Dawni więzniowie przyjechali do Muzeum Stutthof

W 1961 roku zapadła ostateczna decyzja polityczna i finansowa w sprawie powstania Państwowego Muzeum Stutthof w Sztutowie. Jej wydanie poprzedziła osobista decyzja ówczesnego premiera Józefa Cyrankiewicza. W wyścigu o Stutthof wygrał tym samym polityk, który sam był wcześniej więźniem obozu koncentracyjnego.

12 marca 1962 roku Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Gdańsku wydało decyzję o powołaniu muzeum na miejscu byłego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Stutthof. Kończyły się w ten sposób lata zapomnienia, a duża część Pomorzan, w tym byli więźniowie i ich rodziny, poczuła ulgę i dumę, że niełatwa historia najnowsza naszego regionu, której Stutthof jest i będzie jeszcze długo nieodłącznym elementem, znalazła swoje symboliczne uzewnętrznienie.

Wyścig o Stutthof nie zakończył się jednak - trwa nadal, ale nie toczy się w obszarze materialnych pozostałości, ale naszej pamięci. Pamiętajmy o symbolach, pamiętajmy o Stutthofie.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

C
Czytelnik
Gratuluję panie Owsiński, więcej takich artykułów.
H
Historyk
Bardzo ciekawy artykuł. Nareszcie można nazywać rzeczy po imieniu. Dziękuję autorowi.
W
Wnuczka
Artykuł bardzo potrzebny, gdyż wciąż odkrywamy nowe informacje, przecież tak bardzo nam wszystkim potrzebne. Ludzie którzy przeżyli TAM PIEKŁO wciąż żyją. Ich potomkowie również. Pamiętajmy, aby już nikt nigdy nikomu nie zgotował takiego losu. Dziękuję autorowi i czekam na więcej. A przy okazji polecam ten artykuł sędzi sądu z Gdańska, który kilka lat temu wydał wyrok, że osoba z mojej rodziny nie przebywała w Byłym Nazistowskim Obozie Koncentracyjnym Stutthof, tylko że to był zwykły obóz pracy.
M
Marek S.
Arykuł jest świetny! Historia powojenna jest jak biała plama. Nie wiedziałem, że Sztutowo niegdyś nosiło nazwę Obozy. Dużo, dużo cennych i bardzo dobrze przedstawionych informacji. Autorowi gratuluję i czekam na więcej.
Dodaj ogłoszenie