"30 lat Samorządu Terytorialnego". Tyberiusz Narkowicz, burmistrz Jastarni: - Samorząd jest nam potrzebny jak woda! [ROZMOWA]

Piotr Niemkiewicz
Piotr Niemkiewicz
fot. Konrad Kędzior
Samorząd i polityka? Jak najdalej od siebie - mówi Tyberiusz Narkowicz, burmistrz Jastarni, kolejny bohater cyklu „30 lat Samorządu Terytorialnego”.

Samorząd w Polsce raczkuje, a wśród radnych pojawił się jeden z najmłodszych przewodniczących rad.
Faktycznie, miałem 26 lat, gdy zostałem przewodniczącym Rady Miasta Jastarnia.

Patrząc z perspektywy: to był właściwy wiek do rangi tego stanowiska?
Odpowiedni. Tym bardziej że miałem już doświadczenie, które zbierałem jako radny i wiceprzewodniczący komisji oświaty. Zawsze też patrzę na to z perspektywy historii, którą żywo się interesuję: w Powstaniu Warszawskim oficerami byli jeszcze młodsi ludzie. I podejmowali trudne decyzje, więc myślę, że w przypadku samorządu nie wiek jest najważniejszy. Tym bardziej że przecież, posiłkując się słowami Napoleona: każdy z nas nosi buławę marszałkowską w plecaku. Młody człowiek, obejmując tego typu stanowisko, musi - chcąc nie chcąc - sprostać wyzwaniom.

Rodzący się samorząd miał inny charakter niż ten, który obserwujemy dzisiaj.
W Jastarni działaliśmy wtedy w zespole, do wyborów szliśmy pod szyldem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Wspieraliśmy się w pracy, był podział ról: co kto ma zgłaszać, jakie problemy będziemy poruszać... Tego typu sprawy. W tym gronie dla każdego było miejsce: starszego i młodszego.

Po co młody człowiek ma iść w samorząd?
Ważne jest, jakie się ma cele. Czy chce się działać dla społeczeństwa, czy myśli się o interesie własnym? Ważne jest, na ile jest się wpływowym. Nieraz nawet te szlachetne cele mogą być zepchnięte na drugi plan, bo się znajdą „doradcy”, chcący lobbować czasem wbrew interesowi publicznemu.

W małych gminach jak Jastarnia łatwo oddzielić interes publiczny od prywatnego, sąsiedzkiego?
Nie, oczywiście. Nieraz wydaje się, że pojawiające się u nas osoby z pomysłami na rozwój, powinny być mile widziane. Jak deweloperzy, bo przecież develope to rozwijanie, więc z zasady powinni przynosić nam rozwój. A jednak, patrząc z perspektywy interesu publicznego, nie jest to tak oczywiste. Przed laty kierowaliśmy się lokalnym patriotyzmem. Jak organizowaliśmy przetargi, to ograniczone do stałych mieszkańców. Staraliśmy się, by dzierżawy adresować do naszych, aby im dać możliwości, zwłaszcza w ciężkim okresie, gdy rosło bezrobocie, gdy pojawiły się problemy w rybołówstwie. Żeby to właśnie ludzie z gminy Jastarnia mogli realizować swoje ambicje życiowe. Tutaj mieszkać, pracować, zarabiać.

Z dzisiejszą wiedzą i doświadczeniem, co można byłoby poprawić w tamtym samorządzie?
Na początku kwitła radosna twórczość, był huraoptymizm. Towarzyszył nam entuzjazm po odzyskaniu suwerenności, a właściwie niepodległości. Szliśmy do przodu, byle się nie zatrzymywać. Wiele rzeczy robiono z potrzeby serca i też nie bardzo oglądano się na prawne niuanse. Zresztą i prawo było wtedy inne, jak m.in. w przypadku pozwoleń na budowę i koniecznych do ich uzyskania zgód właścicieli gruntów. Te uzyskiwało się później, gdy inwestycja była już w toku. U nas to szczególnie skomplikowane, bo mamy spore zaszłości gruntowe: są działki, których statusu nie regulowano od czasów pruskich. Dlatego dobrze - z punktu widzenia rozwoju gminy - że na starcie samorządności mieliśmy przepisy, które łatwiej było wdrażać. Czasami obejść, po to, by zrealizować swoje: budowaliśmy oczyszczalnię ścieków w Juracie, kanalizację, stację uzdatniania wody, wodociągi. A w PRL remizę OSP Jastarnia budowali 30 lat, choć zdążyli ją oddać u schyłku nieboszczki komuny. Po 90. roku ruszyliśmy z kopyta. To dał nam samorząd.

Inwestycyjny boom?
Oczywiście. Jak spojrzymy na to, co udało się zrealizować, od czasu gdy rady narodowe zastąpiono miejskimi, gminnymi, gdy zyskaliśmy podmiotowość i staliśmy się samorządem z prawdziwego zdarzenia - to mamy wręcz karykaturalne porównania. Np. wykonanie autobusowej zatoki postojowej w ciągu kilkunastu lat kontra m.in. skanalizowanie gminy, gruntowna modernizacja i rozbudowa portu w Jastarni, wspólna inwestycja w porcie w Kuźnicy... Wymieniać można długo.

Teraz jest lepiej?
Na początku było łatwiej, prościej. Dziś jest trudniej, bo jest więcej papierologii - moim zdaniem za dużo. Można to uprościć, ale przez lata współistnienia do pewnych rzeczy przywykliśmy, potrafimy się w tym poruszać i pod tym względem jakoś wszystko zaczyna się zazębiać. Zresztą kolejnych instytucji przybywa. Są Wody Polskie, mapy zagrożenia powodziowego, do których musimy się dostosowywać... Podsumowując: wydaje mi się, że teraz jest to bardziej uporządkowane. Mamy więcej przepisów przewidujących konkretne rozwiązania - czasem z korzyścią dla stron. Ale moim zdaniem życie zawsze będzie bogatsze od prawa i sztuka polega na tym, by pogodzić jedno z drugim. Przepisy są dla ludzi, a nie ludzie dla nich - dlatego naszą rolą, samorządów jest służenie ludziom, a nie gołej literze prawa.

Jak to godzić? Na samorządy przerzucono część obowiązków związanych z egzekwowaniem prawa wobec mieszkańców.
Sporo samorządów z Pomorza i Polski chce przejmować odpowiedzialność i obowiązki, ale też oczekuje gwarantowanych na to funduszy. Chcemy mieć większą „autonomię”, być jeszcze bardziej u siebie. W ostatnim czasie to się zaczyna zmieniać. Następuje pewna centralizacja państwa i obecne rządy mają inne do tego podejście. Moim zdaniem, póki się to odbywa w granicach prawa i jest realizowane uczciwie, to mogę się z tym nie zgadzać, ale... Centralne zarządzanie mieliśmy przez 40 lat i się nie sprawdziło. W mojej opinii, na ten moment, jeszcze nic złego się nie zadziało. W samorządzie realizujemy swoje, robimy, co do nas należy. Szczególnie ci, którzy nie wchodzą w politykę i nie ustawiają się od razu w opozycji do rządu.

Rząd i samorząd: partnerzy?
W moim odczuciu niestety nie postrzega się nas w tej roli. Specjalnie się tym nie martwię, bo obowiązków nam nie brakuje. Czasem jednak rzeczywiście są takie decyzje, przy których chciałbym móc coś powiedzieć, coś przyspieszyć - np. w kwestii zarządzania plażami. Turyści wszystko, co dzieje się na plażach, wiązać będą z samorządem lokalnym, a nie Urzędem Morskim i Skarbem Państwa. Dziś sezon już na progu i gdyby nie pandemia, byłaby katastrofa, bo wciąż nie mam podpisanych umów na dzierżawę plaż, Skarb - reprezentowany przez starostę - je wstrzymuje, bo nie ma zgody od wojewody... To sprawy, które bolą. Inny przykład? Port, którym de facto zarządzam. Od dwóch lat nie ma umów dzierżawy. Weszła nowa ustawa o portach i przystaniach, która najprawdopodobniej zmusi nas do przejęcia tych terenów w zarząd i wówczas nikt nie stanie nam na przeszkodzie. Choć dalej nie ma gwarancji, że z budżetu państwa na zawiadywanie tym mieniem będą pieniądze.

Samorządowcy i komentowanie decyzji rządu?
Każdy z nas jest indywidualistą. Sam obrał swój kierunek. Uważam, że gminy to taki szczebel, gdzie polityka powinna mieć najmniejsze znaczenie. Tu w wyborach nie wygrywają partie, ale konkretni ludzie. Z nimi ja, burmistrz, muszę współpracować dla naszych mieszkańców. I instrukcje partyjne, np. idące z góry rekomendacje, z kim mamy iść ręka w rękę, a z kim nie, będą mi w tym bardziej przeszkadzać, niż pomagać. Nie podejmujemy tu przecież decyzji stricte politycznych. To raczej proste zarządzanie: ma być czysto, bezpiecznie, chodniki bez psich kup, zero ognisk na plażach, itd. Bez względu na poglądy.

Czyli bez politykowania?

Oczywiście nie będę potępiał tych, którzy wchodzą w działalność polityczną. Ale co do zasady, uważam, że gmina to nie miejsce na politykę. Cały czas działamy w oparciu o demokrację. Te są różne, jak np. we Francji - gdzie państwo ma znacznie więcej do powiedzenia. Inna jest w Niemczech, którą to nasz model przypomina. Moim zdaniem, samorządowca z wieloletnim doświadczeniem, powinno tak zostać: w swoim małych Ojczyznach powinniśmy rządzić się sami. Natomiast nie może być tak, że przeszkadzamy w realizacji strategicznych przedsięwzięć - lokalizacji jednostek wojskowych, przebiegu autostrad, przekopu Mierzei Wiślanej, którego jestem zwolennikiem itp. Tu państwo ma pierwszeństwo, nawet gdy robi to wbrew woli samorządu.

Przyszłość?
Musimy się sami rządzić. Jeżeli nawet ktoś kiedyś będzie nam próbował odebrać samorządność - a wierzę, że do tego nie dojdzie - to i tak w naszych lokalnych wspólnotach będziemy współdziałać. W ustawie zapisano, że gmina to wspólnota mieszkańców. W ramy normy prawnej ujęto pewien fakt: jeśli w grupie sąsiadów mieszkamy razem, w szczególności w mniejszych gminach, to przecież nie ma tu miejsca na anonimowość. Zawsze będziemy u siebie, sami będziemy się rządzić. Warszawa jest daleko, Bruksela jest daleko, my jesteśmy tu, na miejscu, a pewne rzeczy wymagają natychmiastowego działania. Będzie dobrze, gdy będzie dobra współpraca i z Gdańskiem, i z Warszawą, i z Brukselą. Zawsze jednak najbliżej mieszkańca jest wójt, burmistrz, prezydent. Osobną sprawą są wyższe szczeble samorządu, które widziałbym w innej konfiguracji.

Jakiej?
Najlepiej gdyby radę powiatu stanowili wójtowie i burmistrzowie, a sejmik wojewódzki starostowie lub przedstawiciele wybrani przez powiaty. Dlaczego? Dziś nie znamy swoich radnych powiatowych czy wojewódzkich i jest z nimi słaby kontakt. Teraz w radzie powiatu puckiego Jastarnia nie ma nikogo, z kolei mamy swojego człowieka w sejmiku. Ale instytucjonalnie to nie działa, tak jak powinno. Gdy mam sprawę do starosty, muszę wystąpić indywidualnie, a organ mnie wysłucha bądź nie. Gdyby starosta był od nas - rady w nowym składzie - zależny, realny wpływ na jego decyzje byłby większy. Tak samo marszałek. Zresztą na szczeblu województwa już wkracza polityka i sympatie partyjne. Niepotrzebnie. Przekształcenie tego pionu samorządu według mojej propozycji sprawiłoby, że polityka musiałaby zejść na dalszy plan.

Już w lipcu kasy fiskalne dla branży beauty ?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Tylko dla czego ta woda jest taka droga?

Dla czego pensje samorządowców są większe niż posłów, wojewodów, marszałków a nawet głównego notariusza kraju?

Moze dość tego bizancjum. Może czas zmniejszyć ilość radnych. Może więcej głosu mieszkańców? Może dość tych lokalnych układzików?

Dodaj ogłoszenie