25. rocznica święceń biskupich Sławoja Leszka Głódzia

rozm. Monika Jankowska
Karolina Misztal
28 lutego w Archikatedrze Oliwskiej odbyła się msza dziękczynna w 25.rocznicę święceń biskupich Sławoja Leszka Głódzia.

Sławoj Leszek Głódź otrzymał święcenia biskupie 23 lutego 1991 na Jasnej Górze. Z tej okazji w niedzielę w Gdańsku odprawiona została msza dziękczynna. Nabożeństwu przewodniczył Ksiądz Arcybiskup Józef Kowalczyk.

Arcybiskup święcenia kapłańskie przyjął w 1970 roku. Studiował w Lublinie i w Rzymie. W latach 1991-2004 był biskupem polowym, by następnie objąć diecezję warszawsko-praską. Od 2008 roku jest arcybiskupem metropolitą gdańskim.


Poniżej rozmowa z abp Sławojem Leszkiem Głódziem, jaką przeprowadziła Monika Jankowska.

***

Zbliża się data wyjątkowa dla Księdza Arcybiskupa - obchody jubileuszu 25-lecia biskupiej posługi.
Pan Bóg łaskaw, że pozwolił mi doczekać jubileuszu 25-lecia biskupstwa. Jubileusz pochodzi od słowa „jubilare”, które z kolei oznacza „radować się“. W definicję jubileuszu wpisana jest więc radość. Ale na każdy jubileusz składają się jeszcze trzy elementy: czasy, ludzie i zdarzenia. Zostałem biskupem, mając 44 lata, z woli świętego dzisiaj papieża Jana Pawła II. Posłany byłem z Rzymu, gdzie pracowałem w kurii. Przybyłem do Polski, do wojska - jako biskup polowy. I to właśnie są te czasy i wydarzenia. Przypominam, że nie było wtedy duszpasterstwa wojskowego zorganizowanego w strukturze diecezji. Wszystko się skończyło wraz ze śmiercią drugiego biskupa polowego Józefa Gawliny, który zmarł w 1963 roku i pochowany jest na Monte Cassino. Jego posługiwanie przypadło na czas przedwojenny, wojny, frontu, potem opiekował się zagraniczną Polonią. Od 1945 roku kontaktu z wojskiem nie miał i w Polsce biskupa polowego nie było. Aż do 1991 roku, kiedy dokładnie 23 lutego przyjąłem święcenia biskupie na Jasnej Górze. Tam właśnie, podczas dziękczynnej mszy świętej, która odprawiona będzie w sobotę, 20 lutego, o godz. 11, pragnę celebrować srebrny jubileusz sakry biskupiej. Obejmując katedrę polową w Warszawie, powiedziałem, że mury tej świątyni zwątpiły w to, czy kiedykolwiek jeszcze przyjdzie tu prawowity biskup. Długo trzeba było na to wydarzenie czekać.

Mówił Ksiądz Arcybiskup o czasach i zdarzeniach, a co z ludźmi? Czy przez te 25 lat spotkał Ksiądz Arcybiskup kogoś, kogo mógłby nazwać autorytetem?
Autorytety? Największym dla mnie jest Pan Bóg, a za nim papież i z jego woli sprawuje się posługę biskupią. Nawet tu, w Gdańsku, słyszałem uwagi, stwierdzenia, że nie mam dobrej prasy, że nie mam oprawy medialnej. Odpowiadałem krótko: to z Panem Bogiem i z papieżem rozliczam się z mojego czasu, wykonanych zadań, czasem zaniedbań. Ocenę otrzymam przy katafalku. Oczywiście posługa biskupia polega na tym, że skierowana jest na ludzi. Moja najpierw skierowana była na ludzi w mundurach. W 2004 roku objąłem diecezję warszawsko-praską, a w 2008 - archidiecezję gdańską. Każdy z tych lat 25-lecia zawiera w sobie bogactwo posługi w różnym wymiarze. Posługa biskupia to również bycie jednym z członków Prezbiterium, czyli pełnia kapłaństwa ukierunkowana na innych kapłanów i na seminarium duchowne. Prezbiterium ordynariatu polowego to korpus księży kapelanów. Z mojego zaciągu było ich 168. Potem w diecezji warszawsko-praskiej - ponad 500 księży, podobnie w archidiecezji gdańskiej. Wszystkich księży trzeba powoli poznać z nazwiska i imienia, wczytać się w ich życiorysy, charaktery. To dlatego że moim zadaniem jest mianowanie i przenoszenie ich na poszczególne placówki parafialne i tak dalej. W języku świeckim możemy nazwać to polityką personalną - żeby gdzieś skierować ludzi, trzeba ich znać.

Bardzo się różniło to biskupstwo polowe od tego - nazwijmy je - cywilnego?
Bardzo często pada takie pytanie. Dziennikarze, i nie tylko oni, pytają, gdzie było łatwiej, gdzie trudniej. Odpowiadam, że było po prostu inaczej. Nie było i nie ma żadnej szkoły, która kształci na biskupów polowych. Ja miałem ułatwione zadanie, bo w latach 1965-1967, jeszcze jako alumn w seminarium, odbyłem dwuletnią służbę wojskową. Kiedy przyszedłem do wojska już jako biskup polowy, byłem człowiekiem stosunkowo młodym jak na hierarchę, ale jednocześnie znałem środowisko wojskowe. Łatwo było mi nawiązać kontakt, ożywić pewne znajomości z moimi kolegami z wojska - z rocznika 65-67 odbywało służbę wojskową ponad 300 kleryków z różnych seminariów. Za to wraz z objęciem diecezji warszawsko-praskiej przyszły po prostu nowe wyzwania, nowe zadania.

O duszpasterstwie wojskowym mówi Ksiądz Arcybiskup z ogromnym zaangażowaniem. Nie tęskni Ksiądz Arcybiskup za tym?
Duszpasterstwo wojskowe wycisnęło na mnie swoiste piętno. To w końcu 14 lat, a więc dwie trzecie pełnienia posługi biskupiej. Kiedy przychodziłem do Gdańska w 2008 roku, padało pytanie o to, czy nie wprowadzę wojskowego drylu tu, w archidiecezji. Żeby zniechęcić do mojej osoby, straszono właśnie wojskowym, generalskim drylem. Owszem, są takie cechy wojskowego, które moim zdaniem, są niezwykle przydatne w codziennym życiu: punktualność, obowiązkowość, odpowiedzialność. Jednakże mają one przecież cechować każdego duchownego. Nie chciałem odbić jak za pomocą kalki duszpasterskich praktyk z ordynariatu polowego. Jednak doświadczenie w wojsku okazało się dla mnie później bardzo przydatne. Dlaczego? W większości przebywałem wśród ludzi świeckich, nie wśród „siostrzyczek“. Czasem żartowałem, że łatwiej wyciągnąć do pocałowania rękę, albo nawet dwie, niż być w zadymionej świetlicy, na poligonie czy na zagranicznych misjach. Biskupstwo polowe przyniosło mi duże doświadczenie ekumeniczne - współpracowałem z rabinami, pastorami, duchownymi prawosławnymi. Na wielu odcinkach wyprzedzaliśmy to, co się działo w „normalnych“ diecezjach.

Czy dziś, po tych 25 latach, Arcybiskup Głódź jest inny niż ten, który dopiero zaczynał swoją posługę biskupią?
O to trzeba by zapytać księży, którzy ze mną współpracują. Nikt nie stoi w miejscu, ja też chyba się zmieniłem.

Pamięta Ksiądz Arcybiskup swoje pierwsze dni posługi biskupiej?
Są takie wydarzenia, które szczególnie zapadają w pamięć. Pamiętam przylot do Polski, powitanie na Okęciu. A przede wszystkim powitanie z kompanią honorową Wojska Polskiego. Pierwsze spotkanie z ministrem obrony narodowej, także z prezydentem. Prezydentem był wtedy Lech Wałęsa, urzędował w Belwederze. Tam też się z nim spotkałem po raz pierwszy. Meldując się, powiedziałem: „Panie prezydencie, szeregowy Głódź, biskup polowy nominat melduje się”. A pan prezydent mówi: „Tu kapral Wałęsa“, a potem odwraca się do szefa swojego gabinetu Mieczysława Wachowskiego: „Zobacz, Mieciu, o dwa stopnie jestem wyżej!”. Prezydent Wałęsa był do mnie bardzo przyjaźnie nastawiony, udzielał mi rad. To z jego rąk 17 kwietnia otrzymałem nominację generalską. Przez wojsko także byłem przyjmowany życzliwie, zarówno na poligonach w Drawsku, jak i w koszarach. To nie były tylko takie czcze meldunki i walenie obcasami.

A pierwsze dni kapłaństwa?
Zawołaniem, które widniało na moim na obrazku prymicyjnym, były słowa: „Spraw, Panie, abym służył Bogu i ludziom”. Należałem do diecezji w 90 procentach wiejskiej, więc zostałem posłany do parafii wiejskiej w Szudziałowie. To tereny pod Sieradzem, Supraślem, kręcono tam „U Pana Boga za piecem”. Były tam jeden kościół, dwie kaplice dojazdowe i piętnaście wsi. Pierwsze dwa lata po święceniach, które spędziłem w tamtejszej parafii, wspominam z rozrzewnieniem. Jedną trzecią stanowili prawosławni. Lud był tam dobry, pobożny. Aż do pierwszych śniegów jeździło się po parafii motorem, a zimą ludzie dowozili saniami. To miało swój urok. Po dwóch latach pracy w tej wiejskiej parafii przeniosłem się do Paryża, gdyż szukano księdza, który będzie się opiekował tamtejszą Polonią. Tam też rozpocząłem studia z języka francuskiego oraz zrobiłem rok prawa w Instytucie Katolickim w Paryżu.

Ja chciałabym podpytać o to, co się działo jeszcze wcześniej. Jak zareagowali rodzice, kiedy się dowiedzieli, że Ksiądz Arcybiskup poczuł powołanie i chce wstąpić do seminarium?

Wychowywano mnie w rodzinie o tradycjach religijnych, katolickich, ale żeby były jakieś takie pragnienia ze strony rodziców, rodziny… Chyba ich nie było. To były inne czasy niż teraz. Dziś dwie babcie, trzy ciocie nie śpią, nie jedzą, tylko myślą, jak tam Jaś czy Staś zda maturę, a on sobie bimba. Wtedy jak rodzic na wywiadówkę przyszedł, to było święto. Ale jakoś przeżyłem i liceum, odnalazłem swoją drogę. A potem i owszem - aprobata ze strony rodziców, ale także rodzeństwa - a było nas w sumie ośmioro dzieci - oczywiście była. Mój ojciec, niestety, nie doczekał prymicji - zmarł, kiedy byłem na drugim roku w seminarium. Mama za to była świadkiem nie tylko święceń kapłańskich, ale także biskupich. Zmarła w roku 2003, w wieku 93 lat.

To teraz trochę o teraźniejszości. Jak sam Ksiądz Arcybiskup powiedział, archidiecezję gdańską objął w 2008 roku. Było trudno?

Staram się orientować, co się dzieje w Gdańsku, w Trójmieście. Kiedy przejmowałem diecezję, byłem po prawie 20 latach w Warszawie i to mnie uodporniło na pewne rzeczy. Pewnie gdybym przyszedł bezpośrednio z Białostocczyzny, to stając wobec całokształtu tych problemów i wyzwań, które spotkały mnie w Gdańsku, musiałbym zwyczajnie się rozpłakać. Ale tak nie było, wszystko przyjąłem z pokorą. Oprócz początkowej oziębłości ze strony niektórych, doświadczyłem też krzyża choroby. Po tym doświadczeniu rakowym wiem, że wszystko jest w rękach Boga. Jednakże zadania, które Kościół stawia przede mną jako biskupem, staram się wypełniać w zgodzie ze swoim sumieniem.

Skąd Ksiądz Arcybiskup czerpie siłę, by każdego dnia wypełniać swoje obowiązki?
To Pan Bóg ją daje i od Pana Boga wszystko zależy. Od przebytej choroby minął już ponad rok, ale zakres moich obowiązków nie uległ zmniejszeniu. Zawsze zaczynam dzień o godzinie 6, kończę o 23. Jestem jednak świadom, że to niej jest już to, co dawniej, zmęczenie daje o sobie znać.

Czego Księdzu Arcybiskupowi życzyć z okazji srebrnego jubileuszu? Czego Ksiądz Arcybiskup sam by sobie życzył?
Hasło, które sobie wybrałem i które ciągle mi towarzyszy, to „Milito pro Christo”- „Walczę dla Chrystusa”. Sam sobie życzyłbym, żeby to hasło nie straciło swej treści, swego znaczenia. Dla Chrystusa bowiem wciąż trzeba walczyć - i posługą, wiarą, nauczaniem, i wzorem dobrego Samarytanina okazywać innym miłosierdzie.

Wideo

Komentarze 16

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
29 lutego 2016, 4:54, mnm:

S[wulgaryzm]l. Za dużo wiem, żeby napisać grzeczniej...

Choć dużo wiem, nie napiszę więcej ....

Dupa boli?

G
Gość

Bydle I bydle I bydle

k
ksiądz Adamek

TEN PASIBRZUCH ZŁODZIEJ KANCIARZ FLASZKA GNÓJ BEZCZELNY NIECH SIĘ NIE WYPOWIADA. DZIAŁKI ZA GROSZE W GDAŃSKU WYŁUDZIŁ, ŻE ZBUDUJE TAM SZPITAL I HOSPICJUM, A SPRZEDAŁ SOBIE NA HIPERMARKET A PIENIĄDZE PRZEPIŁ GNÓJ I NOWĄ LIMUZYNĘ SOBIE KUPIŁ BYDLAK NAD NAMI ZWYKŁYMI KSIĘŻMI SIĘ ZNĘCA, ZAPINAĆ CHCE EROTOMAN JEDEN PIERDOLONY. NIECH GO SZLAK WRESZCIE TRAFI BO WSZYSTKO PRZEPIJE CHAM SPAŚNIĘTY.

!!!!

... i tak zajadów dostaniesz.

P
Polihistor

!!!

A
AJB

Opowiedz? Jak było? Nie wstydź się, byłeś młodszy od TW Bolka pewnie, komeżka ministranta i dostęp do mszalnego kusiły? IPN ci wybaczy, ale KOD ozłoci i na sztandarach ani chybi umieści, wymachując jak szmatą ... molestowaną i skrzywdzoną prze pedofila "niewinną duszyczką". Toż to warte dla KODfidentów każdych pieniędzy, Rubikoń z banksterskich ani chybi też dosypie, Grzechu z funduszy partyjnych na kampanię też nie Pożałuje grosza. Człowieku, tyle to nawet UBolek w UBelotka chyba nigdy nie wygrał ile ty dostaniesz za te sugerowane tu rewelacje. Prędko do GWna, POlszmatu, Tefałszenu czy Tłuk FM, dopóki jest POpyt na takie "Wspomnienia białej komeżki"! ;)

R
Rysku z Klanu

On i Rydzyk zakałą tego skostniałego polskiego KK

K
Krol KiK

Panie Leszku- Slawoju.! Jestem gotow raz cmoknac pana w pierscien (ale przez papierek) za to, ze nie dal sie pan poniesc odMentom, ludziom slepym, gluchym i glupim, ktorzy stawiaja zdrajce Bolka na piedestale. Za to, ze mial pan odwage przywolac Bolka do porzadku, wskazac mu jego miejsce w szeregu, wezwac do pokajania sie i przeproszenia swoich ofiar, ktore niszczyl donosami. Za to moje wielkie Bog Zaplac! Namawiam do pozostania przy tylko jednym imieniu Slawoj, gdyz to drugie "Leszek", brzmi nawet gorzej od "slawojki".

H
HP

Flaszka może tylko z grzybelsem konkurować ilością wiernych wygnanych z kościoła. Nagroda w piekle go nie minie.

m
ministrant

wielu ministrantow obdarzyl miloscia i napojami

b
biko

Trzeba było iść na księdza! A tak można sobie tylko popłakać w tanią poduszkę z ikei.

m
mnm

Skurwiel. Za dużo wiem, żeby napisać grzeczniej...
Choć dużo wiem, nie napiszę więcej ....

j
jon

Flaszka a jak sie czuja Daniele

p
poganin

Blazny niszczace kraj

m
miko

Szanowny Jubilat,Actimelek i najwiekszy opoj w RP, za 14 lat pobytu w wojsku i chlaniu nie sluzby stopien generalski i 12000 emerytury,zwykly robol na taka emeryture musialby 100 lat proacowac,nierob opoj i pasozyt zyjacy z mych podatkow

Dodaj ogłoszenie