20 lat Platformy Obywatelskiej. Senator Sławomir Rybicki: "PiS zawsze czuło strach przed Donaldem Tuskiem"

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
Archiwum Prywatne Sławomira Rybickiego
- Sądzę, że Maciej Płażyński o dzisiejszych działaniach Prawa i Sprawiedliwości nie miałby dobrego zdania. Był osobą, którą charakteryzowała niezależność, poczucie przyzwoitości i sprawiedliwości w polityce. Miałby duży problem, aby akceptować to, co się teraz dzieje pod rządami Prawa i Sprawiedliwości - mówi senator Sławomir Rybicki.

"Można powiedzieć, że na początku było nas trzech. Po dwóch tygodniach są nas tysiące. A za jakiś czas będą miliony - mówił Maciej Płażyński 24 stycznia 2001 roku w gdańskiej hali Olivia. Tak rodziła się Platforma Obywatelska....

Pamiętam tamten entuzjazm, a nawet euforię kilku tysięcy osób zgromadzonych w hali Olivia.

Wtedy tenorów było trzech: Płażyński, Tusk i Olechowski. Ale pan też pełnił ważną rolę - łącznika w kontaktach między nimi, jeszcze przed powstaniem PO. Jak to się zaczęło?

Polską sceną polityczną w tamtym okresie targały turbulencje. Często i szczerze rozmawialiśmy wówczas z moim przyjacielem Maciejem Płażyńskim, wtedy marszałkiem Sejmu, o pogrążonej w głębokim kryzysie, rządzącej Akcji Wyborczej Solidarność.

A Donald Tusk i Andrzej Olechowski?

Trzy miliony głosów, jakie Andrzej Olechowski uzyskał w wyborach prezydenckich i odejście z Unii Wolności grupy Donalda Tuska, związanej z Kongresem Liberalno-Demokratycznym spowodowało, że na scenie politycznej stworzyła się przestrzeń dla nowego ruchu. Mnie przypadła rola organizatora pierwszych spotkań Macieja Płażyńskiego, Donalda Tuska i Andrzeja Olechowskiego.

Czuliśmy, że to właściwy czas na realizację wspólnych marzeń o Polsce, o jaką przez wiele lat walczyliśmy. Wierzyliśmy, że na scenie politycznej jest miejsce na formację, która proponuje Polakom inne spojrzenie na państwo. Proponuje ład, którego fundamentami są z jednej strony prawa i wolności człowieka, a z drugiej - wizja państwa opartego o wolny rynek, przedsiębiorczość i aktywność obywateli. To miała być Platforma nie tylko aktywności polityków, ale przede wszystkim aktywności obywateli. Miejsce dla tych, którzy chcą publicznie działać w organizacjach pozarządowych, w samorządach itd.

Ale kiedy Platforma się ukształtowała, szybko zaczęło w niej zgrzytać.

Już po roku okazało się, że aby skutecznie rywalizować na politycznej scenie, trzeba mieć pieniądze, takie jakie posiadały inne partie. My jednak wtedy byliśmy pełni wiary i entuzjazmu. Zdecydowaliśmy się więc na ryzykowny krok. Pamiętam jak w 2001 roku, przed pierwszymi wyborami, w których Platforma startowała jeszcze jako ruch, kilkunastu z nas podpisało weksle pod zastaw swojego majątku, żeby wziąć kredyt na kampanię wyborczą. Tak bardzo w Platformę wierzyliśmy.

W tamtych wyborach Platforma Obywatelska zdobyła 65 mandatów.

Niestety, grupa związana z Arturem Balazsem odeszła, tworząc własne koło poselskie SKL. To był pierwszy wyłom.

Ale też po kolei odchodzili jej tenorzy. I Platforma zaczęła się "pruć", używając kolokwialnego określenia.

To „prucie” było procesem. Andrzej Olechowski nie włączał się na sto procent w codzienne życie Platformy, tak jak tego wtedy oczekiwaliśmy.

Dlaczego?

Nie miał ambicji bycia posłem ani senatorem. Raczej chciał być osobą, która ma wpływ na program partii, ale bez pełnego osobistego zaangażowania się w jej prace. A w 2003 roku odszedł z Platformy Maciej Płażyński.

Dla pana, jak rozumiem, to był cios.

Znaliśmy się z Maciejem od połowy lat 80. Pracowaliśmy razem kiedy był wojewodą gdańskim, a potem marszałkiem Sejmu. Łączyły nas więzi towarzyskie i politycznie. Nie odszedłem z Maciejem Płażyńskim, bo nie do końca jego motywy odejścia były dla mnie zrozumiałe. Domyślałem się, że był sfrustrowany swoją sytuacją w Platformie i czuł, iż jego wpływ na Platformę jest zbyt mały w stosunku do roli, jaką odegrał przy jej powstaniu. Ale młyny partyjne mielą tak, że największy wpływ na partie, mają ci, którzy posiadają zaplecze polityczne.

A takie zaplecze posiadał Donald Tusk.

Maciej był raczej politycznym samotnikiem i nie budował własnego zaplecza politycznego. Stawiał na czytelność reguł, dyskusję, na argumenty, a nie na ostrą grę wewnątrzpartyjną, która zawsze była, jest i będzie. To go rozczarowywało i frustrowało, więc niestety odszedł. Uważam, że jego rozsądek, spokój i taki bardzo silny imperatyw moralny bardzo by się Platformie w kolejnych latach przydały.

Maciej Płażyński nie żałował tego odejścia?

Pozostaliśmy w dobrych relacjach, ale ta sytuacja kładła się cieniem na naszej przyjaźni. Potem relacji nie ułatwiało również to, że byliśmy w dwóch przeciwstawnych obozach politycznych. Maciej kandydował z list PiS, a także popierał w kampanii prezydenckiej Lecha Kaczyńskiego. Do końca jednak pozostaliśmy kolegami, którzy mieli do siebie szacunek.

Myśli pan, że gdyby Maciej Płażyński żył, popierałby dzisiaj Prawo i Sprawiedliwość?

Sądzę, że o dzisiejszych działaniach Prawa i Sprawiedliwości nie miałby dobrego zdania.

Maciej Płażyński był osobą, którą charakteryzowała niezależność, poczucie przyzwoitości i sprawiedliwości w polityce. Miałby duży problem, aby akceptować to, co się teraz dzieje w Polsce pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. Jest także inny, zasadniczy powód, dla którego - jak myślę - nie popierałby PiS. Maciej, jako wojewoda gdański zdawał sobie sprawę z roli rodzącego się samorządu i zdecydowanie stawiał na jego rozwój. Był jednym z tych wojewodów, którzy w największym stopniu wspierali tworzące się lokalne struktury samorządowe. Komunalizował w szybkim tempie mienie państwowe po to, aby dać samorządom lokalnym narzędzia do rozwijania się. Nie wierzę, że Maciej Płażyński zaakceptowałby partię, która niszczy samorząd terytorialny – jeden z fundamentów naszej demokracji.

Wracając do Platformy Obywatelskiej... po odejściu Płażyńskiego i Olechowskiego, partia krzepła wraz z Donaldem Tuskiem, który okazał się bardzo silnym graczem, nie tylko na boisku.

To symboliczne, o czym teraz powiem. Wiele lat graliśmy w piłkę z Donaldem Tuskiem i Maciejem Płażyńskim. I na boisku Donald był zawsze przebojowym napastnikiem, takim, który miał ciąg na bramkę. Maciej Płażyński był z kolei twardym defensorem, osobą, która nigdy nie cofała nogi w starciu z przeciwnikiem. Natomiast ja zawsze miałem rolę rozgrywającego na boisku. Dostrzegałem tę analogię w naszych politycznych postawach.

Jak Donald Tusk jako lider zmieniał się przez lata?

Donald Tusk miał doskonałą intuicję polityczną, i to - jak sądzę - się nie zmieniło. 2005 rok był dla niego trudny, ponieważ przegrał wybory prezydenckie. Potrafił jednak otrząsnąć się z porażki i poprowadzić Platformę do zwycięstwa. Kiedy w 2007 roku podczas przesilenia rządowego PiS, większość posłów i senatorów opozycji w tym także z Platformy, obawiała się poparcia koncepcji rozwiązania parlamentu i przyspieszonych wyborów, Donald Tusk przeforsował w partii decyzję, aby poprzeć wniosek o samorozwiązanie parlamentu.

Potrafił narzucić partii swój język i sposób działania. Miał świetne wyczucie chwili, nastrojów politycznych i wizję państwa, którą zaakceptowali Polacy. To był dobry czas dla Polski. Realizowaliśmy wielkie projekty infrastrukturalne, wzmacnialiśmy samorząd terytorialny, budowaliśmy silną pozycję Polski w UE i NATO i wzmocniliśmy fundamenty demokratycznego państwa prawa.

Ale po wyjeździe Donalda Tuska do Brukseli, Platforma nie doczekała się takiego lidera, który by przynajmniej próbował być silnym przywódcą.

Platforma, przede wszystkim, zapłaciła cenę za osiem lat rządów, mimo ewidentnych sukcesów. Trudno partii, która wcześniej tyle razy wygrywała, szybko pozbierać się najpierw po porażce wyborczej kandydata na prezydenta, a potem samej partii w wyborach parlamentarnych.

Pamiętam, jak politycy Platformy, będąc u władzy powtarzali, że nie mają z kim przegrać. Pycha ich rozsadzała.

Widziałem i widzę, że partie się "psują", popadając w rutynę, przez inercję i samozadowolenie części aparatu partyjnego.
Uważam, że Platforma zapłaciła cenę za przyzwyczajenie działaczy, że jest dobrze i zawsze tak będzie. A scena polityczna takiego jałowego biegu, braku wrażliwości, debaty i kontaktu ze społeczeństwem nie toleruje. Teraz pychę widać gołym okiem w PiS. Ale nie porównywałbym tej sytuacji z rządami Platformy, tylko z PRL. Państwo i jego instytucje są na służbie jednej partii politycznej. Wymiar sprawiedliwości, edukacja, służba cywilna, spółki skarbu państwa, media publiczne, które powinny być niezależne, są zawłaszczone i wykorzystywane instrumentalnie przez PiS do poszerzenia i utrzymania władzy. Skąd my to znamy?

Ale Platforma też się zmieniała. Teraz wielu publicystów zarzuca jej bezideowość, niezbyt jasne poglądy na wiele ważnych spraw. Nawet w samej partii są krytycy, którzy mówią, że jest formacją trochę nijaką, rzucająca się od ściany do ściany...

Kiedy Platformę tworzyła nasza generacja, motorem napędowym była różnorodność programu i pomysłów. A teraz taka dyskusja i różnorodność nie jest w pełni w partii wykorzystywana. Ale w Platformie trwają prace nad tym, aby zaproponować taką wizję Polski, która będzie alternatywą dla rządów PiS. To ma być wizja Polski nie tylko za 2-3 lata, ale także za 10 i 20 lat. Powinna to być opowieść napisana takim językiem, który będzie komunikatywny również dla młodego pokolenia.

Wierzy pan w powrót Donalda Tuska do polskiej polityki?

Donald Tusk w polskiej polityce jest od pewnego czasu coraz bardziej obecny.

Nie przesadzajmy, głównie na Twitterze.

Nie tylko, również poprzez coraz częstszą obecność w tzw. „mediach publicznych”, które koncentrują się na niewybrednych atakach na Donalda Tuska. Można powiedzieć wręcz o „nagonce” na niego w TVP w ostatnich tygodniach.

A może intuicja Jacka Kurskiego podpowiada mu, że Donald Tusk wróci do polityki i trzeba go atakować?

PiS zawsze czuło strach przed Donaldem Tuskiem i jego powrotem do polskiej polityki.

A Pan chciałby jego powrotu do polskiej polityki?

Myślę, że Donald Tusk ma do odegrania w Polsce jeszcze poważną rolę. Jego talenty i doświadczenie polityczne bardzo by się Polsce i demokratycznej opozycji przydały.

Donald Tusk pięknymi zdjęciami z domowego archiwum świętuje ...

Mógłby stanąć jeszcze na czele Platformy?

Sytuacja jest dynamiczna, a Platforma jest w trudnym dla siebie okresie budowania na nowo własnej tożsamości. Każde wsparcie Donalda Tuska będzie dla Platformy cenne.

Ale o tym budowaniu tożsamości Platformy słyszę od sześciu ostatnich lat, odkąd partia jest w opozycji.

Platforma nie jest już jedynym anty-PiSem, co musi wziąć pod uwagę w planowaniu swojej strategii na przyszłość. Jako największa partia opozycyjna musi zaproponować pozostałym partiom opozycyjnym mądry plan współdziałania, aby wygrać kolejne wybory i odsunąć PiS od władzy. Aby tak się stało, PO musi zaproponować – tak jak w 2007 roku – taki program, taką wizję państwa, która przekona i pociągnie za sobą większość społeczeństwa.

Co pana trzyma od 20 lat w Platformie? Inni jak Joanna Mucha na przykład, odchodzą.

Czuję się za Platformę odpowiedzialny jako osoba, która miała swój udział w jej powstaniu. Wciąż wierzę, że jesteśmy zdolni, aby nasz potencjał i ideową różnorodność wykorzystać w wewnętrznej debacie, aby odbudować naszą pozycję. Taka debata tylko nas wzmocni. Odejdę z Platformy, jeśli przestanie być partią demokratyczną i jeśli przestanie szanować bliskie mi ideały i wartości.

Wsparcie emocjonalne przyszłych rodziców, czyli kim jest doula?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Dzisiaj nie ma różnicy między PO a Lewicą ! TOŻSAME BYDŁO !

Dodaj ogłoszenie